niedziela, 27 października 2013

Jajangmyeon

Witajcie kochani ^^
Niestety jutro mam sprawdzian z biologii, wiec od rana nic tylko się uczę i nie mam czasu napisać posta o Pumpkin-conie, ale za to napisze o czymś przyjemnym chyba dla wszystkich, czyli o jedzeniu :D


Jajangmyeon (jajang oznacza dosłownie; smażony sos, a myeon - makaron) jest to Koreańskie Chińskie danie (XD z tego co zrozumiałam, oryginalnie pochodzi ono z Chin, ale Koreańczycy trochę je przerobili ;>) składające się z makaronu i gęstego sosu zrobionego z czarnej fasoli, mięsa wieprzowego, warzyw i czasami także owoców morza. 


Jeśli ktoś z Was chciałby sobie przyrządzić w domu taki Jajangmyeon to na TEJ STRONIE znalazłam trochę spolszczony przepis ^^ Sama może też kiedyś spróbuję, chociaż szczerze mówiąc, wygląd tej potrawy trochę mnie odrzuca, a poza tym kojarzy mi się ona z obleśną sceną w dramie Coffee Prince :P


To by było na tyle, ten piątek jest wolny, więc może dzięki temu uda mi się znaleźć trochę czasu na pisanie ^^ Dziękuję Wam za wyrozumiałość i napiszcie mi co wy myślicie o Jajangmyeon, jedliście kiedyś? A może chcielibyście spróbować? 

niedziela, 20 października 2013

"Czekoladki" ~ Fanfic z Bakumana

Witajcie kochani ^^
Przepraszam, że w zeszłym tygodniu nie było posta, ale tak jakoś się złożyło >,<
W tygodniu postaram się to nadrobić i naskrobać recenzję Pumpkin-conu, na którym wczoraj byłam ;)
A na razie chciałam się z Wami podzielić fanfikiem z anime Bakuman, którego kiedyś napisałam. Nie jestem pewna, czy dobrze robię publikując go tutaj... Jeśli czytaliście mojego pierwszego posta, to wiecie, że bardzo lubię pisać i chciałabym mieć osobnego bloga z opowiadaniami, ale jest to niestety bardzo czasochłonne, a ja na razie muszę się uczyć :< To opowiadanie nie jest jakimś tam dziełem sztuki, ale mam do niego sentyment, więc... Mam nadzieję, że nie jest bardzo złe i komuś z Was chociaż trochę się spodoba ;)


Główna bohaterka - Sadako oraz jej przyjaciółki - Tsuya, Aya i siostra - Naomi zostały wymyślone (pierwsze trzy przeze mnie, a ostatnia przez moją przyjaciółkę Amiko).


Nagle światło na klatce schodowej zgasło. Wzdrygnęłam się, nie lubiłam ciemności… Na szczęście szybko dotarłam do drzwi i weszłam do mieszkania. Zerknęłam na zegarek, było już grubo po północy, moja siostra pewnie już spała. Ech, koncert znów się przeciągnął… Ale nie mogę narzekać, w końcu kocham to co robię. Na samą myśl, że mogłabym to stracić, wstrząsał mną dreszcz. A może to dlatego, ze było mi zimno? Nie zaprzątając sobie głowy bezsensownym gdybaniem, zdjęłam kurtkę i buty, po czym wzięłam krótki, ciepły prysznic i od razu poszłam spać. W końcu jutro też jest dzień, a ja muszę iść do szkoły…

***

Następnego dnia wstałam zanim jeszcze zadzwonił budzik. Przygotowałam śniadanie i ruszyłam do pokoju Naomi, żeby ją obudzić. Wiedziałam, że minie jeszcze sporo czasu zanim wstanie. Przemyłam twarz ciepłą wodą i ubrałam na siebie mundurek, po czym wsunęłam okulary na nos i przejrzałam się w lustrze. Przekrzywiłam głowę przyglądając się swojemu odbiciu. Brązowe włosy związane w dwa kucyki opadały luźno na ramiona odziane w szary żakiecik od mundurka, a zaczesana na bok grzywka sięgała okularów, w czarnych, kwadratowych oprawkach. Uśmiechnęłam się do samej siebie, miałam wrażenie, że to będzie dobry dzień. Ruszyłam do kuchni, żeby zjeść wcześniej przygotowana śniadanie. 

- Dzień dobry śpiochu – powiedziałam, uśmiechając się, kiedy zobaczyłam zaspaną Naomi przy stole.

- Dobry – mruknęła, przeżuwając kanapkę. – O której wczoraj wróciłaś?

- Wpół do pierwszej… - zastanowiłam się. – Chyba tak – dodałam po chwili. – Mam nadzieję, że na mnie nie czekałaś. 

Moja siostra pokręciła głową. Spojrzałam na jej potargane włosy i nie zawiązany krawat, po czym zerknęłam na zegarek.

- Chyba musisz się pospieszyć.

Wzrok Naomi powędrował na zegarek.

- O rany! Rzeczywiście… - zawołała, zrywając się z krzesła. 

Siedziałam, powoli jedząc śniadanie, czekając aż Naomi będzie gotowa do wyjścia, po czym wstałam i pozmywałam naczynia. Już po chwili przedzierałyśmy się wspólnie, przez zaśnieżone chodniki, w stronę szkoły. Spojrzałam na nią kątem oka. Poza niebieską kurteczką, Naomi wyglądała jak moja odrobinę niższa, troszkę bardziej zmięta kopia o jaśniejszych włosach i błękitnych oczach. Samo to porównanie sprawiło, że na moich ustach znów zatańczył uśmiech. 

- A ty jak zwykle szczerzysz się sama do ciebie, co Sadako? 

Nie musiałam patrzeć w bok, żeby wiedzieć, czyj to głos. 

- Ciebie też dobrze widzieć Tsuya – powiedziałam, odwracając się do przyjaciółki. 

Nawet osoba tak pewna siebie jak ja, czuła się jak szara myszka stojąc obok Tsuyi. Teraz, kiedy stała w swoim różowym płaszczyku, a wokół niej fruwały białe płatki śniegu, wyglądała jeszcze lepiej. Piękne blond włosy, splecione w grubego warkocza, zarzuconego niedbale na ramie i zarumienione od zimna policzki dodawały jej jeszcze więcej uroku. Jednak nie tylko to co na zewnątrz było w Tsuyi piękne. Może to zabrzmi oczywiście, ale Tsuya jest bardzo dobrym człowiekiem. Jasne, ma swoje wady. Jest złośliwa, sarkastyczna i bywa bardzo humorzasta, ale nigdy nie zawiodła mnie jako przyjaciółka. Zawsze była ze mną kiedy jej potrzebowałam… Dziewczyna od razu przytuliła mnie i Naomi, po czym znów ruszyłyśmy razem do szkoły. Nim się obejrzałyśmy, stałyśmy już w szkolnej szatni.

- Do zobaczenia, siostrzyczko – powiedziałam, machając.

- Na razie, Naomi-chan.

- Do zobaczenia Onee-chan, Tsyua-sempai – Naomi uśmiechnęła się do nas i odeszła w stronę sali, w której miała pierwszą lekcję.

Po chwili my także siedziałyśmy już w sali, w naszej ławce. I nagle coś sobie uświadomiłam. 

- Tsuya.

- Hm? – mruknęła. 

- Od jak dawna siedzimy razem w tej ławce?

- Od pierwszego dnia liceum. A myślałaś, że od kiedy, kotku? – spytała dziewczyna ze śmiechem. 

- Rzeczywiście – mruknęłam. 

Pamiętam jakby to było wczoraj – mój pierwszy dzień liceum. Wtedy nie byłam taka jak teraz, nie byłam sobą. To nasza przyjaźń dała mi siłę, żeby się zmienić i stać się tym, kim naprawdę chciałam być. Ale od początku, to był pierwszy dzień roku szkolnego, a ja byłam naprawdę zdenerwowana. Wszyscy moi znajomi z gimnazjum poszli do innych liceów i teraz byłam sama. Chciałam iść do szkoły z moimi koleżankami, ale rodzice uparli się, że muszę iść właśnie do tego liceum. Czemu? Tylko dlatego, że miało dobrą renomę i wysoki poziom, a przecież ich córka nie mogła iść do jakiegoś przeciętnego liceum, musiała być najlepsza. Wtedy jeszcze wykonywałam wszystkie ich polecenia i byłam grzeczną dziewczynką – no powiedzmy, że grzeczną – więc zrobiłam jak kazali. No więc ja – szara myszka (wtedy) – usiadłam sobie w tej oto ławce, ponieważ pomyślałam, że nie będę się stąd rzucać w oczy. Nauczyciel już zaczął mówić o tym, czego wymaga od nas ta szkoła i tym samym wprowadzał nas w nasze nowe, szkolne życie, kiedy nagle do sali wpadła zdyszana dziewczyna. Miała krzywo zawiązany krawat, nierówno zapiętą marynarkę, niezasznurowane buty, a jej złote włosy były spięte w niedbałego koka na czubku głowy, jednak najbardziej uwagę przykuwały jej błękitne oczy, otoczone gęstymi, czarnymi rzęsami. Wtedy pomyślałam, że na takie dziewczyny nie da się gniewać, choćby nie wiem co zrobiły. Teraz już wiem, że można, jednak niesamowicie szybko się im wybacza… Ale wracając do opowieści, jako że tylko koło mnie zostało wolne miejsce, to Tsuya usiadła ze mną. Jestem wdzięczna losowi za to, że nie było już więcej wolnych ławek, dzięki temu już tydzień później stałyśmy się nierozłączne i niedługo po tym założyłyśmy nasz zespół. Nie muszę się długo zastanawiać, żeby wiedzieć, że to właśnie ona uczyniła mnie tym kim teraz jestem. Gdyby nie jej wsparcie nigdy nie odważyłabym się założyć „The Black Roses”, ani wyprowadzić od rodziców. Trzeba przyznać, że wiele jej zawdzięczam.

Nawet nie zauważyłam jak minęły mi prawie wszystkie lekcje i właśnie szłam, pod rękę z moją przyjaciółką, w stronę sali gimnastycznej. Podczas przebierania się w stroje do ćwiczeń Tsuya cały czas narzekała jak bardzo nie ma teraz ochoty na ćwiczenia, ale ja byłam zadowolona. Ona mogła sobie być blond włosom pięknością, ale jeśli chodziło o WF to nie miałam sobie równych. Kiedy tylko byłyśmy gotowe chwyciłam przyjaciółkę za rękę i pociągnęłam do sali.

- Witajcie dziewczęta – powiedział nauczyciel – dzisiaj całą lekcję będziemy grać w siatkówkę. Same wybierzcie składy – dodał, po czym usiadł na krześle przy ścianie. 

- Patrz na niego – szepnęła Tsuya. – Znowu będzie tam siedział całą lekcję i się gapił. Ech… to takie obleśne…

Zachichotałam.

- Tsuya-chan, mówisz tak o każdym facecie, który tylko na ciebie spojrzy…

Moja przyjaciółka także się roześmiała.

- Może i masz raję, ale to tylko dowodzi, że oni wszyscy są zboczeńcami.

Zmrużyłam oczy i spojrzałam karcąco na przyjaciółkę.

- Wcale nie wszyscy – powiedziałam.

- No dobrze, twój… - dziewczyna nie dokończyła, gdyż znowu rozległ się głos nauczyciela:

- Dziewczęta, dobierzecie się same, czy mam wam pomóc? 

- Nie trzeba, Sensei, zaraz sobie poradzimy, prawda dziewczyny? – zawołała przewodnicząca klasy, zawsze była uprzejma dla nauczycieli, ale tego darzyła specjalną sympatią. Po szkole chodziły plotki, ze mają romans, ale ja uważam, że dziewczyna po prostu się w nim zadurzyła. W końcu Tsuyi zdarzało się to co najmniej raz w miesiącu.

- No już, już zboczeńcu – szepnęła moja przyjaciółka.

Zachichotałam, po czym wraz z resztą dziewczyn szybko podzieliłyśmy się na dwie, równe drużyny i zajęłyśmy swoje pozycje na boisku. W bardzo przyjaznej atmosferze rozegrałyśmy dwa mecze. Obydwa wygrała moja drużyna, ale reszta dziewczyn nie była zła, w klasie utrzymywałyśmy dobre warunki. Wszyscy uczniowie byli mili, nie to co te bezczelne dziewuchy z klasy Naomi… Dobrze, że razem z Tsuyą pokazałyśmy im, że z moją siostrzyczką się nie zadziera. 

Lubiłam ćwiczenia i sport, ale mimo wszystko byłam bardzo zadowolona, kiedy wreszcie zadzwonił dzwonek, obwieszczający koniec lekcji. Cieszyłam się, że mogę powrotem wsunąć okulary na nos i pośpieszyć do ciepłego mieszkania, w końcu miałam dzisiaj jeszcze tylko do zrobienia. W szatni odczytałam SMSa od Naomi:

„Idę dzisiaj do pracowni, mamy dużo pracy, więc nie czekaj na mnie, Onee-chan ;)”

Szybko odpisałam, że życzę im powodzenia i przebrałam się powrotem w moje ubrania. Przed wyjściem nauczyciel poprosił mnie jeszcze, żebym jutro do niego zajrzała w związku z jakimiś zawodami, ale nie zajęło to zbyt wiele czasu, więc już po chwili mogłam spieszyć w stronę domu. Tsuya chciała mnie odprowadzić, ale cały czas narzekała jak to strasznie boli ją ramie i pewnie nie będzie mogła przez to grać na gitarze, więc spokojnie odesłałam ją do domu z nakazem zrobienia sobie ciepłego okładu. Moje mieszkanie znajdywało się blisko szkoły, więc dotarcie do niego nie zajęło mi zbyt wiele czasu. Kiedy tylko weszłam do środka zrzuciłam płaszcz i buty, po czym udałam się do łazienki. Wzięłam ciepłą kąpiel, żeby rozluźnić mięsnie po ćwiczeniach. Po kąpieli przebrałam się z piżamę, związałam, wsunęłam okulary na nos, zjadłam obiad i oczywiście zostawiłam trochę w lodówce dla Naomi, zrobiłam zadanie domowe i wreszcie byłam gotowa na to, na co czekałam cały dzień. Udałam się do kuchni i wreszcie mogłam… wreszcie mogłam zabrać się za robienie czekoladek walentynkowych. Już jakiś czas temu zakupiłam składniki, ale nie miałam czasu, żeby je przygotować. Postanowiłam wziąć się za to dzisiaj, bo czternastego przecież już jutro! Szybko wyjęłam potrzebne rzeczy i poczęłam mieszać je w odpowiednich ilościach. Zajęło mi to bardzo dużo czasu, bo i czekoladek musiałam zrobić dużo. W końcu chciałam dać trochę Naomi, Tsuyi, Ayi i… Spłonęłam na samą myśl o nim… Kiedy skończyłam było już dosyć późno, a ja byłam zmęczona, więc tylko zostawiłam siostrze kartkę, żeby odgrzała sobie obiad i poszłam spać…

***

Następny dzień upływał całkiem spokojnie. Naomi znów po szkole udała się do pracowni, a ja właśnie opuszczałam pokój nauczycielski, kiedy zauważyłam przewodniczącą klasy skradającą się do szafek nauczycieli. Zachichotałam cicho, czyli jednak moje podejrzenia się sprawdziły. Dziewczyna wsunęła mały różowy pakunek do szafki WFisty, rozejrzała się i zaczęła powoli wycofywać. Szybko odwróciłam się i ruszyłam w stronę wyjścia ze szkoły, nie chciałam, żeby dziewczyna zobaczyła, że ją przyłapałam. Dzisiaj skończyłyśmy lekcję trochę wcześniej niż wczoraj, więc razem z Tsuyą mogłyśmy udać się na próbę. Cieszyłam się, bo wczoraj cały dzień nie miałam szansy pośpiewać, a w końcu to jest coś co kocham najbardziej. Teraz tylko musiałam pobiec szybko do domu po gitarę, a następnie do naszego studia. W domu zatrzymałam się jeszcze na chwilę, żeby zabrać przygotowane wczoraj czekoladki i zauważyłam, że Naomi nie wzięła swoich. Wcisnęłam je do torebki, z zamiarem podrzucenia jej ich po próbie, w końcu i tak miałam po drodze. Rzuciłam okiem na zegarek i już wiedziałam, że się spóźnię i tak właśnie się stało.

- Dziesięć minut, – powiedziała Aya – nawet ona przyszła wcześniej – dodała, wskazując Tsuyę.

- Przepraszam Aya-san – powiedziałam żartobliwie. 

Dziewczyna była ode mnie starsza zaledwie o trzy miesiące, ale miałam wrażenie, ze do wszystkiego podchodzi o wiele poważniej niż ja. Wystarczyło spojrzeć na nasz zespół, ja robiłam to dlatego, ze to kocham i chciałam być coraz lepsza dla naszych fanów, a ona… Ona byłą uczennica szkoły muzycznej i pragnęła wiecznie się doskonalić. Tsuya często żartowała, że Aya jest tyranem bo wiecznie zmusza nas do ćwiczeń, ale w pewnym sensie zawdzięczałyśmy jej to, że teraz jesteśmy takie dobre i każda z nas dobrze o tym wiedziała. Wygląd dziewczyny tym bardziej nie zdradzał jej charakteru. Nikt by się przecież nie domyślił, że ta drobniutka, brązowooka dziewczyna, o krótkich brązowych włosach, ubrana w trochę za duży mundurek ozdobiony masą przypinek oraz trampki z jaskrawymi sznurówkami, jest naszym „małym tyranem”. Mimo całej swojej stanowczości Aya była naprawdę dobrą przyjaciółką, umiała się bawić i przede wszystkim genialnie grała na perkusji.

Szybko ściągnęłam płaszcz i wyciągnęłam z torebki czekoladki.

- Wesołych walentynek – zawołałam, wręczając im małe, żółte pakunki. 

Dziewczyny bardzo ucieszyły się na widok czekoladek, w końcu dostawały je co roku i wiedziały, że z czasem robię się coraz lepsza w ich przygotowywaniu. 

Po zjedzeniu słodyczy mogłyśmy wreszcie zabrać się za próbę. Sprawnie wypakowałyśmy instrumenty i zaczęłyśmy grać. Zawsze świetnie się bawiłyśmy grając razem. Oczywiście nie byłyśmy idealne, zdarzało nam się pokłócić, albo zezłościć na siebie nawzajem… Szczerze mówiąc bardzo często nam się to zdarzało, ale byłyśmy przyjaciółkami i nie było takiej siły, która mogła by nas rozdzielić. Na dzisiejszej próbie ćwiczyłyśmy nową piosenkę, więc nie obyło się bez licznych sprzeczek, ale mimo wszystko rozstałyśmy się w dobrych humorach, życząc Tsuyi powodzenia na jej walentynkowej randce. Ja miałam jeszcze coś do zrobienia, ale najpierw chciałam wpaść do Naomi, żeby podrzucić jej czekoladki, ale po drodze mogłam jeszcze odprowadzić Ayę na przystanek. 

- Jak się miewa twoja siostra? – Spytałam, kiedy razem czekałyśmy na jej autobus.

- Już lepiej, dziękuję, że poszłaś ją odwiedzić w szpitalu – powiedziała dziewczyna, uśmiechając się nieśmiało.

- Bardzo się cieszę – obdarzyłam ją ciepłym uśmiechem. - Życz jej ode mnie zdrowia.

Siostra Ayi byłą ciężko chora, miała ostrą anemię i często bywała w szpitalu. Biedna Aya strasznie się o nią martwiła, więc zawsze wszystkie razem chodziłyśmy do szpitala, żeby odwiedzić dziewczynkę oraz inne chore dzieci. Jak się okazuje wiele z nich jest naszymi fanami. 

- Na pewno tak zrobię – powiedziała, kiedy przyjechał jej autobus. – Do zobaczenia, Sadako.

- Do zobaczenia – zawołałam, machając. 

Kolejnym moim celem było podrzucenie Naomi czekoladek, ale po drodze wstąpiłam jeszcze do sklepu i kupiłam dwie drożdżówki kiedy wreszcie dotarłam do pracowni, zastukałam do drzwi i odczekałam swoje (zawsze musiałam czekać, bo nikt nie miał ochoty odrywać się od pracy, żeby otworzyć drzwi) moim oczom ukazała się zmęczona, ale jakże szczęśliwa twarz Naomi. 

- Cześć siostrzyczko – zawołałam, rzucając na nią okiem. Jej mundurek był okropnie wymięty, włosy potargane, a okulary ledwo trzymały się na nosie, ale wydawało się, że aż promieniała zadowoleniem, musiała bardzo lubić tę pracę. – Zapomniałaś czegoś – dodałam, wciskając jej do ręki czekoladki. – Hej Saiko.

- Cześć Sadako –powiedziała Naomi, jednocześnie próbując ukryć czekoladki.

- Witaj Sadako-san – chłopak zerwał się z krzesła i ukłonił głęboko. – Może wejdziesz?

- Nie, nie – powiedziała szybko, uśmiechając się szeroko. – Wpadłam tylko na chwile, żeby podrzucić wam coś do jedzenia.

Wyjęłam z torebki drożdżówki i widząc wyrazy ich twarzy, nie potrzebowałam już żadnych słów wdzięczności.

- Ratujesz nam życie – ucieszyła się Naomi.

- Dziękujemy bardzo, Sadako-san – zawołał Saiko, kłaniając się po raz kolejny. 

Uśmiechnęłam się, widać chłopak nie zapomniał jeszcze naszej rozmowy w szpitalu. No i dobrze, powinien pamiętać!

- Nie ma za co – powiedziałam, po czym podałam mu jedzenie. – To ja będę już uciekać, mam coś jeszcze do zrobienia, papa.

Odwróciłam się na pięcie i pomaszerowałam do wyjścia. Przed odejściem zdążyłam jeszcze usłyszeć ich pożegnania i zobaczyć katem oka jak Naomi nieśmiało podsuwa Saiko czekoladki. Z uśmiechem na ustach wyszłam z budynku i pomaszerowałam do mojego kolejnego, ostatniego już dzisiaj celu. Szłam powoli, ale cel mojej podróży znajdywał się dosyć blisko, więc już po chwili wesz łam do kolejnego budynku i wspinałam się po schodach. Zatrzymałam się przed odpowiednimi drzwiami, ale za nim w nie zastukałam, wyjęłam jeszcze z torebki lusterko i przejrzałam się. Wygładziłam płaszcz, poprawiłam włosy i nałożyłam trochę błyszczyku na usta. Kiedy uznałam, że jestem gotowa, wzięłam głęboki oddech i delikatnie zastukałam w drzwi. Nim jeszcze drzwi zdążyły się do końca otworzyć, usłyszałam jego okrzyk:

- Tenshi –chan! 

- Niizuma-kun – zawołałam. – Miło cie widzieć. 

Kiedy wpuszczał mnie do środka zauważyłam, że ma na sobie swój ulubiony fioletowy dres, jego włosy są trochę poszarpane, a ręce pobrudzone atramentem, ale na jego ustach jak zwykle gościł promienny uśmiech. 

- Czekałem na ciebie – powiedział chłopak, zamykając drzwi. 

- Wiem i przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale musiałam jeszcze zanieść mojej siostrze coś do jedzenia – powiedziałam. – Mają ostatnio tak dużo pracy, że nie wychodzą nawet do sklepu.

Chłopak wybuchnął śmiechem.

- Rozumiem - powiedział, dalej chichocząc. – My też mieliśmy dużo pracy, ale już prawie skończyliśmy! Chcesz zobaczyć, Tenshi-chan? Usiądź. Chcesz herbaty? 

- Tak, poproszę – powiedziałam, siadając przy biurku i przeglądając już gotowe strony. 

- Już się robi – zawołał chłopak, salutując. 

Uśmiechnęłam się sama do siebie, kiedy Niizuma znikną w kuchni. To właśnie najbardziej w nim lubiłam – zawsze miał tyle energii i był dla wszystkich miły. No przecież takich ludzi nie da się nie kochać. Mogłabym powiedzieć nawet, że starałam się brać z niego przykład. Być właśnie kimś takim miłym, energicznym i niesamowicie motywującym dla moich bliskich, przyjaciół i fanów. Po chwili chłopak wrócił z dwoma parującymi kubkami herbaty i razem usiedliśmy na kanapie. 

- Opowiedz mi co u ciebie, Tenshi-chan – zawołał ze szczerą ciekawością. - Tak dawno się nie widzieliśmy. 

- Och ostatnio działo się całkiem dużo – zaczęłam, pomijając herbatę. Nie wiedzieć czemu jego herbata zawsze smakowała jakoś inaczej, była wyśmienita. – Niedawno miałam dosyć duży koncert. Przyszło bardzo dużo ludzi, było wspaniale! Szkoda, ze ciebie nie mogło tam być…

- Oglądałem go w telewizji! – Powiedział rozentuzjazmowany chłopak. – Tenshi-chan byłaś świetna – kiedy to mówił wstał na kanapie i zaczął udawać, że gra na niewidzialnej gitarze. 

Roześmiałam się głośno, widząc jego ruchy. 

- Patrząc na ciebie, widzę, że tez byłbyś w tym dobry, Niizuma-kun. Musisz mnie kiedyś odwiedzić i sam spróbować!

- Naprawdę? – Spytał rozochocony. – A więc musimy umówić się jak najprędzej! 

- Oczywiście – zaśmiałam się. 

- No dobrze, ale co teraz chcesz robić? Chcesz obejrzeć film? Specjalnie na dzisiaj wypożyczyłem ten! – Zawołał, podsuwając mi pudełko z płytą pod noc. 

Przyjrzałam się obrazkowi na okładce. 

- Jasne – powiedziałam, uśmiechając się. – Słyszałam, że to bardzo dobry film!

Kiedy chłopak poszedł włączyć film nagle mnie olśniło. Zaśmiałam się cicho z własnej głupoty. Przecież ja miałam swój specjalny powód dlaczego tu dzisiaj przyszłam i kompletnie o nim zapomniałam! Szybko wyciągnęłam z torebki czekoladki i położyłam na kanapie, tak, żeby na razie nie mógł ich zobaczyć. Kiedy chłopak włączył film i znów usiadł obok mnie, chwyciłam czekoladki i po raz kolejny dzisiaj, głęboko odetchnęłam. 

- Em… Niizuma-kun – powiedziałam, a kiedy spojrzał na mnie z szerokim uśmiechem, przełknęłam ślinę. – Wesołych walentynek – dodałam, kładąc mu na kolanach żółty pakunek z czekoladkami. 

Chłopak uśmiechnął się jeszcze szerzej, jeśli to w ogóle możliwe w tym przypadku. 

- Dziękuję! – Zawołał.

Chłopak przez chwilę przyglądał się czekoladkom, po czym zrobił coś, czego chyba obydwoje się nie spodziewaliśmy – pocałował mnie delikatnie w policzek.

- To najmilsza rzecz jaka kiedykolwiek ktoś dla mnie zrobił, Tenshi-chan – powiedział, chyba trochę zawstydzony, tym co wcześniej zrobił.

„Dla mnie też” – pomyślałam, odwracając twarz do telewizora, ale kątem oka wciąż spoglądając na niego… 

***

To na tyle, napiszcie co myślicie i jeśli i Wy piszecie jakieś opowiadania to możecie podrzucić mi linki, chętnie poczytam jak znajdę chwilę czasu ^^

środa, 9 października 2013

Jesienno-zimowe konwenty ^^

Witajcie kochani ^^
Wybaczcie kolejny poślizg w terminie posta, ale cały wszechświat uparł się, zęby mnie mogła go w spokoju napisać i opublikować >,< Ale do rzeczy :) tym razem chciałam Wam napisać troszkę o jesiennych i zimowych konwentach, na które się wybieram :D

Xiu Xiu Meitu level: master XD

10:00 - 22:00 
19 Października 2013 r.
ul. Słowackiego 22, Kraków

nie mogę już wytrzymać bez konwentów, a niestety brak mi pieniędzy na pojechanie gdzieś dalej, więc skusiłam się na ten mały konwent. Plus spodobał mi się halloweenowy koncept. Być może będę prowadziła wiedzówkę z Fairy Tail (wciąż czekam na ostateczne potwierdzenie) i będę chodzić po konwencie w "autorskim" inspirowanym halloween stroju ^^

30 Listopada 9:00 - 1 Grudnia 15:00 2013 r. 
ul. Tuitam 44, Kraków

Co jak co, ale B-XmassConu nie mogę sobie darować ^^ Jego druga edycja to był mój pierwszy konwent i od tego czasu pałam do niego wielką sympatią :D

Risukon wersja zimowo-świąteczna (nazwa jeszcze w trakcie ustalania :P)
Najprawdopodobniej 7 Grudnia 2013 r.
Najprawdopodobniej ul. Rynek 14, Nowy Sącz

Jak widać wszystkie dane nie są jeszcze ustalone, ale konwent ma się odbyć, więc ja na pewno na nim będę i jak dostanę więcej informacji to napiszę Wam o tym :)

To by było na tyle, przepraszam, że znów tak krótko >,< Napiszcie mi w komentarzach, czy wy może wybieracie się na jakieś konwenty w najbliższej przyszłości ^^ Ja bardzo chętnie spotkałabym kogoś z Was na którymś :D Plus możecie napisać mi o czym chcielibyście kolejnego posta, a ja postaram się odpowiedzieć waszym oczekiwaniom (^_~)