środa, 31 grudnia 2014

Grudzień 2014

Witajcie kochani ^^
Przyszedł czas na kolejne podsumowanie miesiąca, nie wierzę, że ten czas tak szybko leci :D

1. Film


Guardians of the Galaxy 

Osobiście jestem wielką fanką filmów Marvela, wiec już od dłuższego czasu czaiłam się na ten film i wreszcie udało mi się go obejrzeć :D Nie jest to typowy film tego rodzaju, ale i tak bardzo mi się podobał. Zdecydowanie polecam fanom komiksów, fantastyki, science fiction i oczywiście komedii.

2. Książka (w tym miesiącu wciąż czytałam Czas Honoru, więc w tym punkcie postanowiłam napisać o mandze, którą czytałam)

Ouran High School Host Club

Ouran to było jedno z moich pierwszych anime, więc mam do tej historii wielki sentyment i wreszcie udało mi się przeczytać mangę w całości, z czego bardzo się cieszę. Muszę przyznać, że w trakcie kilku ostatnich tomów miałam małe załamanie, bo moim zdaniem manga bardzo się wtedy zmieniła i to zdecydowanie na gorsze. Historia z lekkiej, szkolnej komedii z wątkami romantycznymi zmieniła się w ciężką, pełną cierpienia telenowele i sprawiła, że przestałam lubić niektóre postacie. Nas szczęście jednak w ostatnim tomie to znów się zmieniło i mogłam się nacieszyć moją ukochaną komedią i cudownie głupkowatymi bohaterami :D

3. Serial

Stalker

Jest to nowy serial, jak na razie pojawiło się tylko 11 odcinków i muszę przyznać, że z niecierpliwością czekam na kolejne. Nie spodziewałam się, ze tak bardzo się wciągnę :P Polecam osobom, które lubią detektywistyczne, lekko wpadające w klimat thrillera seriale ;)

4. Muzyka

Lindsey Stirling & Lzzy Hale - Shatter Me

Lindsey to niezwykle utalentowana YouTuberka, a Lzzy jest wokalistką zespołu Halestorm, który uwielbiam już od bardzo dawna, więc jak mogłam nie uzależnić się od tej piosenki :P

5. YouTuber


O Connorze już wspominałam na blogu, więc nie będę się znowu rozpisywać. Bardzo go lubię ponieważ jego filmiki są zawsze takie pozytywne i pełne energii, on daje mi inspirację i chciałabym żeby to co robię było chociaż trochę podobne do tego co robi on :D

6. Wydarzenie miesiąca

W tym miesiącu co prawda nie zdarzyło się za wiele (dla zainteresowanych - wciąż ćwiczę :P), ale cieszę się, że udało mi się opublikować kilka postów więcej niż zazwyczaj i mam nadzieję, ze Wy też byliście z tego zadowoleni ^^

Na koniec chciałam jeszcze wszystkim życzyć Szczęśliwego Nowego Roku, mam nadzieję, że ten rok będzie dla Was jak najlepszy, spełnią się wszystkie Wasze marzenia i osiągniecie jak najwięcej. Jednocześnie dziękuję Wam bardzo za kolejny spędzony ze mną rok i mam nadzieję na przynajmniej jeszcze jeden :D

czwartek, 25 grudnia 2014

Czego w świętach nie lubię?

Witajcie kochani ^^
Dzisiaj z okazji świat pojawia się dodatkowy post, który dotyczy kolejnego z moich małych dziwactw (mam takich wiele) :P Postanowiłam, że napiszę o tym, głównie żeby zobaczyć, czy ktoś jeszcze poza mną tak ma :D
Otóż nie jestem wielką fanką świąt... Straszne? Czekajcie będzie jeszcze gorzej...
Czemu nie lubię świąt? Bo cała moja rodzina jest wtedy w domu...
Wiem, wiem, brzmię jak jakaś okropna osoba, która nie docenia tego co ma i nie lubi spędzać czasu ze swoją rodziną, ale to nie o to chodzi. Po prostu mam dosyć dużą rodzinę - siedem osób - i raczej małe mieszkanie, więc mimo że ich wszystkich kocham (no powiedzmy, że wszystkich :P) to po dłuższym czasie (np. jednym dniu) spędzanie z nim czasu robi się BARDZO męczące. Ja z natury jestem raczej introwertykiem, spędzanie czasu z ludźmi po jakimś czasie robi się dla mnie męczące i po prostu potrzebuję przerwy, czasu tylko dla siebie. Niestety jednak w domu pełnym ludzi nie mam takiej możliwości. Dosłownie, żeby pobyć sama musiałabym chyba iść do łazienki, a i tak zaraz ktoś by się dobijał, pytając kiedy wyjdę... Także nie chodzi tu o same święta, bo chyba każdy przynajmniej trochę je lubi, ani o moją rodzinę, bo mimo tego, że nie zawsze się dogadujemy to mogłam trafić zdecydowanie gorzej, ale chyba o mój charakter. Źle się czuję w tłumie ludzi, czasami nawet jeśli ten tłum to moja własna rodzina lub przyjaciele, czasem po prostu potrzebuję trochę czasu tylko dla siebie i uważam, że nie ma w tym nic złego. No może poza tym, że właśnie takie odczucie trochę psują mi święta, ale zdecydowanie da się to przeżyć. Ale o tym może następnym razem :P
Dodatkowo w przed świętami robi się to wyjątkowo upierdliwe, bo wszyscy są zabiegani, sprzątają, gotują i nie wiadomo co jeszcze robią. A ze zmęczenia i przepracowania jak wiadomo rodzą się negatywne emocje, pretensje i rosnące urazy. Ja na przykład usłyszałam ostatnio od mamy, że muszę zrobić karierę, bo w kuchni to się za bardzo nie przydaję :P Dodam tylko, że moja mama z natury jest raczej krytyczna i wymagająca, więc ja już dawno powiedziałam, że nie zamierzam niczego przy niej gotować ani piec, bo nie mam ochoty słuchać narzekać :P


To by było na tyle :D Napiszcie mi co Wam psuje święta, albo co w nich lubcie najbardziej. Wesołych Świąt ^^

środa, 24 grudnia 2014

Świąteczny "elf"

Witajcie kochani ^^
Dzisiaj z okazji świąt chciałam podzielić się z Wami króciutkim, świątecznym opowiadaniem, które napisałam. Nie jest to jakieś wybitne dzieło, ani moja najlepsza praca, ale jakoś tak mnie natchnęło... Mam nadzieje, że Wam się spodoba :D

        John westchnął cicho próbując otworzyć kolejne okno. W końcu napotkał jedno, które było niedomknięte. Głupi ludzie nigdy się nie uczą… Ale co tam, dla niego to lepiej. Najciszej jak umiał wszedł do pokoju i rozejrzał się. Pomieszczenie było zupełnie puste i panowała cisza. Wiedział, że mieszkańcy tego domu są na piętrze i wszyscy już śpią, ale mimo wszystko, obszedł wszystkie pomieszczenia na parterze. Przezorny zawsze ubezpieczony! Po małym obchodzie wrócił do punktu wyjścia, czyli do salonu. Było to duże bogato wyposażone pomieszczenie, na ścianie wisiał duży telewizor, naprzeciwko niego stała sofa obita w najprawdziwszą skórę. To zagłuszyło jego wyrzuty sumienia przynajmniej na chwilę. W kącie obok kominka stała świątecznie przystrojona choinka, a pod nią oczywiście masa prezentów. John właśnie pochylał się nad stertą prezentów, kiedy usłyszał ja sobą cichy głos.

- Czy jest pan elfem?

Mężczyznę sparaliżował strach, nikt do tej pory nie przyłapał go w pracy. Oddychając głęboko odwrócił się i zobaczył… Małego chłopca. Miał na sobie piżamkę w dinozaury, jedną ręką pocierał zaspane oczy, a w drugiej trzymał maskotkę.

- Proszę? – Spytał automatycznie John.

- Czy jest pan elfem, pomocnikiem Mikołaja? – Spytał już nieco głośniej chłopiec.

- Ja… - John zawahał się przez chwilę. – Tak – powiedział w końcu – widzisz Mikołaj ma dzisiaj bardzo dużo pracy, a jest tylko jeden. Więc… Troszkę mu pomagam. Sprawdzam, czy wszystkie dzieci dostały odpowiednie prezenty.

- Naprawdę? – Ucieszył się chłopiec. – Czy ja dostałem dobre prezenty?

John podrapał się po brodzie.

- Zobaczymy… Jak się nazywasz?

- Adam – powiedział chłopiec, podchodząc nieco bliżej.

- O tak Adasiu, dostałeś tutaj wszystko, co przygotował dla ciebie Mikołaj. Ale teraz powinieneś już wracać do spania.

- Ale ja nie chcę! Pan nie śpi prawda?

John westchną z lekkim poirytowaniem.

- No tak, ale jak widzisz, ja jestem dzisiaj w pracy, moja córeczka śpi sobie smacznie w domu.

Oczy chłopca otwarły się szerzej i aż podskoczył w miejscu.

- Ma pan córkę? Jak ma na imię?

- Jenny – powiedział mężczyzna. – Jest troszkę od ciebie młodsza.

- A czy ona dostała dobry prezent od Mikołaja? Sprawdziłeś to już?

John spuścił wzrok i zastanowił się przez chwilę.

- Widzisz Adam, Jenny niestety nie dostanie w tym roku prezentu…

- Ale czemu, czy była niegrzeczna?

- O nie, wręcz przeciwnie, była bardzo grzecznym małym elfikiem, tak po prostu się czasami dzieje…

Adam raptownie posmutniał. Podszedł do Johna, wyciągając rączkę, w której trzymał maskotkę. Był to mały, brązowy miś ubrany w biały sweterek.

- Niech pan da to Jenny – powiedział, machając Johnowi maskotką przed twarzą. – Może się nim zaopiekować żeby nie było jej smutno.

Johnowi łzy napłynęły do oczu. Taki mały chłopiec a był lepszym człowiekiem niż niejeden dorosły. Był gotowy oddać swoją zabawkę nieznanej mu dziewczynce, jego córeczce, tylko po to, żeby nie było jej smutno.

- I ciastka – powiedział Adam. Wcisnął Johnowi zabawkę i podbiegł do szafki, na której stał talerz ciasteczek czekoladowych. – Czemu Mikołaj ich nie zjadł?

- Widzisz mały, Mikołaj ma dużo domów do odwiedzenia i w nich wszystkich czekają na niego ciastka, nie da rady zjeść ich wszystkich.

Adaś zamyślił się na chwilę, po czym wyciął talerz przed siebie.

- No to może my trochę zjemy? A resztę będzie mógł pan wziąć Jenny! - Powiedziawszy to, wepchnął sobie do ust jedno ciasteczko, a drugie podał mężczyźnie.

John wziął ciasteczko od chłopca i zjadł je szybko, przyglądając się chłopcu, który powoli zasypiał już na podłodze.

- Powinieneś już wracać do łóżka? Co będzie jak twoi rodzice zdadzą sobie sprawę, że nie śpisz?

- No taaaaaak – Adam ziewnął i otrzepał ręce. – Weźmie to pan do Jenny? – Spytał, wskazując na maskotkę, a następnie podał mu pozostałe ciastka.

- Oczywiście – powiedział John i pogłaskał chłopca po głowie. – Ona… Na pewno się ucieszy.

Adam uśmiechnął się a John pomyślał, że to najpiękniejszy uśmiech jaki w życiu widział. Tylko istota tak niewinna i przesiąknięta dobrem mogła się tak uśmiechać.

- Dobranoc – powiedział Adam i pobiegł na górę, do swojego pokoju.

- Dobranoc – szepnął John. Rozejrzał się po pokoju i dodał - Nic tu po mnie… - Po czym wyszedł z domu przez to samo okno, przez które się do niego dostał.



        - Mamo! Tato! Wstawajcie! Mikołaj u nas był! – Zawołał mały Adam, wbiegając do pokoju swoich rodziców.

- No już, już spokojnie, kochanie – powiedziała jego mama. – Jestem pewna, że Mikołaj przyniósł ci wszystko co chciałeś.

- Wiem o tym. Pan elf tu był. Powiedział, że sprawdza prezenty od Mikołaja. Z naszymi wszystko w porządku. Zjedliśmy razem ciasteczka i dałem mu misa dla Jenny… - Chłopiec wyrzucał z siebie urywki zdań z niesamowitą prędkością, więc jego rodzice nie mogli go zrozumieć.

- No to chodźmy obejrzeć te prezenty – tata chłopca wziął go na ręce i zaniósł do salonu. – A gdzie podziały się ciastka? – Spytał.

- Mówiłem wam – żachnął się Adam. – Był tu pan elf i razem je zjedliśmy…

Rodzice Adama spojrzeli na siebie, unosząc ze zdziwienia brwi.



        Jenny obudziła się w swoim małym łóżeczku. Naprawdę małym, już dawno z niego wyrosła, ale wciąż musiała w nim spać. Dzisiaj czym się jednak różniło. Obok jej głowy leżał mały brązowy miś w białym sweterku. Dziewczynka od razu uścisnęła maskotkę, po czym pobiegła do kuchni, gdzie znalazła swojego ojca.

- Czy to dla mnie tatusiu? – Spytała.

- Tak – powiedział John. – Podoba ci się? Ma na imię Adam i jest najlepszym misiem jakiego spotkałem. Musisz się nim dobrze zaopiekować.

- Jest śliczny – zawołała dziewczynka. – Mój mały Adaś!

Jenny przytuliła swojego tatę, po czym zauważyła co stało na stole za nim.

- Czy to ciasteczka? Takie jak robiła mamusia?

- Oczywiście kochanie – powiedział John z uśmiechem. – Mikołaj je dla ciebie przyniósł. Jeśli chcesz to za chwilę trochę sobie zjemy.

Jenny zrobiła zamyśloną minę.

- Tatusiu… Czy to znaczy, że mamusia jest teraz z Mikołajem?

- Tak – powiedział John po chwili namysłu. – Widzisz Mikołaj nie radził sobie sam, więc mamusia została jego elfem, żeby pomagać mu roznosić prezenty dla dzieci i robić te pyszne ciasteczka…

* * *


Na koniec oczywiście chciałam Wam wszystkim życzyć Wesołych Świąt, podziękować za wspólnie spędzony kolejny rok, wspieranie mnie w tym co robię, nie zdajecie sobie sprawy jak wiele to dla mnie znaczy :D Życzę Wam też, żebyście odnaleźli to co Wam sprawia przyjemność i mogli to rozwijać wraz z ludźmi, którzy będą Was w tym wspierać :)

WESOŁYCH ŚWIAT ^^

środa, 17 grudnia 2014

Nie piszę komentarzy

Witajcie kochani ^^
Jako, że w poprzednim tygodniu temat był dosyć poważny, w tym zdecydowałam się napisać o czymś trochę lżejszym. Można powiedzieć, że jest to takie moje małe dziwactwo.
Otóż ja nie piszę komentarzy... Sama właściwie nie wiem czemu. Pod moimi postami staram się odpowiadać na każdy komentarz i jest to dla mnie bardzo ważne, bo uwielbiam czytać co Wy macie do powiedzenia na dany temat i o tym z Wami dyskutować. Naprawdę jest to jedna z moich ulubionych rzeczy na blogu. Ale jeśli chodzi o cudze blogi, nawet takie, które czytam na bieżąco i uważam za bardzo interesujące... Nic nie piszę. Ostatnio zaczęłam się zastanawiać czemu tak jest i stwierdziłam, że czasami po prostu chyba nie mam nic do powiedzenia. Zgadzam się ze zdaniem autora i stwierdzam, że zbędne będzie przyznawanie mu racji w komentarzu, bo już to pewnie wie. Ale po raz kolejny wracam do kwestii mojego bloga i myślę sobie, że ja lubię jak napiszecie mi cokolwiek. Czasem fajnie jest usłyszeć, że ktoś się z tobą zgadza, nawet w nieistotnej sprawie.


Ten post nie będzie zbyt długi, ani szczególnie odkrywczy :P Chciałam Wam tylko przekazać dwie rzeczy. Po pierwsze jeśli podoba Wam się jakiś wpis, nie ważne na jakim blogu i nie ważne, że jest sprzed trzech lat. Jeśli macie coś do powiedzenia, to nie wstrzymujcie się przed napisaniem komentarza. Dla niektórych naprawdę wiele to znaczy, a jeśli nie to chyba trochę minęli się z powołaniem zakładając bloga. A po drugie jeśli prowadzicie swojego bloga nie przejmujcie się ilością komentarzy, czy wyświetleń. Nie o to tutaj chodzi. Najważniejsze jest, że to co robicie sprawia Wam przyjemność i jest dla Was ważne. I jeśli jest chociaż kilka osób, z którymi możecie dzielić się tym co tworzycie, to skupcie się na nich. Przynajmniej takie jest moje zdanie i ja tak do tego podchodzę. Dlatego tutaj przy okazji chciałam podziękować właśnie tym moim kilku osobom, których komentarze wciąż widuję pod postami, które nie opuściły mnie nawet po zmianach, które ostatnio zaszły. Myślę, że te osoby będą wiedziały, że to właśnie o nie chodzi i jak bardzo jestem im za wszystko wdzięczna oraz mam nadzieję, że nie zawiodę ich w przyszłości :D

Na koniec chciałam przeprowadzić mały eksperyment. Chciałabym poprosić każdego kto przeczytał ten post, żeby zostawił po sobie komentarz. To może być cokolwiek, swoje zdanie na ten temat lub po prostu uśmiechnięta emotikona albo nawet słowo "cześć", możecie też zostawić mi adresy do swoich bogów, którym bardzo chętnie się przyjrzę :) 

wtorek, 9 grudnia 2014

"We are all people, we are all equal..."

Hej kochani ^^
Jeśli obserwujecie mój fanpage na Facebooku to pewnie wiecie, że wczoraj uderzyłam się w palec na WFie i dlatego post się nie pojawił, ale już jest trochę lepiej, więc postanowiłam napisać :D
Już od jakiegoś czasu zabierałam się do napisania tego posta, ale mimo iż zdecydowanie jest to ważny i warty poruszenia temat, to nie jest on najłatwiejszym. Jednak wczoraj jeden z moich ulubionych YouTuberów wstawił filmik, który sprawił, że chciałam o tym napisać.


Zdaję sobie sprawę, że ani Connor ani ten filmik może Was nie interesować oraz że każdy ma różne zdanie na temat homoseksualizmu, ale akurat nie na tym chciałam się dzisiaj skupić. Jednak chciałam poruszyć temat, o którym Connor wspomniał w swoim filmiku, czyli to, że wszyscy jesteśmy równie. Niezależnie od naszej rasy, płci, seksualności, czy czegokolwiek innego. Jako biała, heteroseksualne dziewczyna, co prawda nigdy nie spotkałam się z jakimś większym dyskryminowaniem (no może poza wyśmiewaniem za lekką nadwagę), ale zawsze czułam, że coś jest z tym nie tak. No bo przecież to zazwyczaj są sprawy, nad którymi nie mamy władzy i nie ma nic złego w byciu trochę innym.
Jak pisałam nigdy nie spotkałam się z jakąś wielką nienawiścią skierowaną w moją stronę, ani sama jakoś bardzo nie nienawidziłam, oczywiście są osoby, które mnie nie lubią (i nawet jestem w stanie zrozumieć dlaczego) i są osoby, których nie lubię ja. Nie będę ukrywać zdarza mi się mówić niezbyt uprzejme rzeczy o takich osobach, jak chyba każdemu, ale niezależnie od tego jak bardzo kogoś nie lubię, nigdy nie zrobiłabym nic co mogła by tej osobie zaszkodzić. Dlatego nigdy nie mogłam zrozumieć publicznego wyzywania, poniżania itp. a już tym bardziej nienawiści posuwającej się do czynów fizycznych. No bo jaki to ma sens? Może jestem naiwna, ale nigdy nie będę tego w stanie zrozumieć. Zawsze kiedy ktoś mówi publicznie coś złego na temat kogoś innego to włącza mi się taka myśl "nie mów tego, to nie miłe"...
Wyjątkowo irytuje mnie wyśmiewanie ludzie za to czym się interesują lub co lubią. Halo, dzień dobry, każdy ma swój gust i nawet jeśli lubi One Direction to co Cię to obchodzi? Interesując się Azją, mangą, anime i dramami akurat z tym się spotkałam, aczkolwiek nigdy sobie zbyt wiele z tego nie robiłam. No bo po co? Reakcja tylko podsyca naszych gnębicieli. I taka jest właśnie moja rada, jeśli coś takiego przydarzy się Wam. Dopóki to tylko puste słowa to kompletnie nie ma się czym przejmować, skupcie się na ludziach, którzy akceptują Was takich jakimi jesteście, a pozostali być może nie zasługują na to, żebyście się nimi przejmowali. Jeżeli jednak to gnębienie przeradza się w coś więcej, coś z czym nie jesteście w stanie sobie poradzić to nie bójcie się zwrócić się do kogoś o pomoc. To jak jesteście traktowani nie jest fair i macie prawo coś z tym zrobić :)


Reasumując moje zdanie jest takie, że każdy powinien mieć prawo być sobą, nie wstydzić się tego i oczywiście nigdy nie spotkać się z agresją skierowaną w ich stronę ze względu na to jacy są lub czym się interesują. Zdaje sobie jednak sprawę, że nie jest to niestety możliwe, więc mam nadzieję, że dla każdego znajdzie się chociaż jedna osoba, która zaakceptuje to jaki jest i zwracam się z wielką prośbą do Was, żebyście następnym razem zastanowili się zanim powiecie coś niemiłego na temat kogoś innego :)

Okej, mam wrażenie, że cały ten post jest bardzo chaotyczny i nie ma za bardzo sensu, ale mam nadzieję, że chociaż trochę zrozumieliście co chciałam Wam powiedzieć ^^ Napiszcie mi jakie jest Wasze zdanie na ten temat :D

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Listopad 2014

Witajcie kochani ^^
Zastanawiałam się nad tym już od jakiegoś czasu i wreszcie postanowiłam rozpocząć nową serię na blogu. Będzie to takie podsumowanie miesiąca, ulubione filmy, które obejrzałam, muzyka, której słuchałam, książki, seriale, jedzenie i inne fajne rzeczy, które mi się przytrafiły w trakcie tego miesiąca :D Można powiedzieć, że będzie to coś w stylu popularnych na YouTube "ulubieńców miesiąca", ale nie mam zamiaru wymieniać moich ulubionych kosmetyków (jestem biedakiem, który używa cały czas tych samych rzeczy... :P), no chyba, że coś powali mnie na kolana ;)
Sama nie wiem jak to wyjdzie i jak długo potrwa, ale chciałam spróbować czegoś nowego.
Reasumując, pod koniec każdego miesiąca, lub na początku kolejnego, pojawiać się będą posty, zawierające pewne stałe punkty (np. film obejrzany w tym miesiącu, który bardzo mi się spodobał) oraz zapewne różne dodatki, bo kto wie co się stanie w danym miesiącu ^^ To chyba na tyle, mam nadzieję, że ta seria Wam się spodoba :D

1. Film


Awake

Mieliśmy w szkole zastępstwo z panią od wychowania do życia w rodzinie i puściła nam ten film. Zaskakująco dobry wybór jak na nią :P Nie mogę powiedzieć o tym filmie zbyt wiele, nie spoilerując, ale zdecydowanie polecam. Film naprawdę daje do myślenia i jest dobrze zrobiony. To jest jeden z tych, kiedy przez chwilę ma się takie WTF? ale później wszystko na szczęście się wyjaśnia 

2. Książka


Jarosław Sokół - Czas Honoru

Jeśli czytaliście moje poprzednie posty to wiecie, że ostatnio oglądałam serial o tym samym tytule i bardzo mi się podobał. Niedawno moja siostra (przez którą zaczęłam oglądać ten serial) odkryła, że scenarzysta serialu napisał książkę :D Jestem aktualnie w trakcie pierwszej części, ale mam zamiar w najbliższej przyszłości przeczytać je wszystkie. 

3. Serial


Czas Honoru

Nie mogłabym nie wspomnieć o tym serialu, pisałam o nim już wcześniej, więc nie będę się rozpisywać tylko powiem, że moim zdaniem jest to najlepszy polski serial i naprawdę warto go obejrzeć ;)

Suits

Nie mogłam się zdecydować na jeden serial, więc musiałam dorzucić jeszcze Suits. Nie zdradzając wielu szczegółów i nie rozpisując się szczególnie powiem tylko, że jest to serial o prawnikach i jest naprawdę świetny, jest zabawny, postacie są genialnie wykreowane i naprawdę wciąga... Więc czemu wciąż czytasz tego posta i jeszcze nie oglądasz tego serialu? 

4. Muzyka


Troye Sivan - Happy Little Pill

Szczerze mówiąc nie jest to kompletnie typ muzyki, której słucham zazwyczaj, ale jakoś tak ta piosenka mnie urzekła. Ostatnimi czasy poszukiwałam jakiegoś nowego zespołu lub wykonawcy, od którego mogłabym się uzależnić, ale niestety mi się to nie udało... :< Za to ta piosenka bardzo mi się spodobała i zdecydowanie ją Wam polecam ^^

5. YouTuber


O Danie też już wcześniej wspominałam, ale postanowiłam wspomnieć jeszcze raz, bo ostatnio mam na jego punkcie obsesję :P Sama nawet nie wiem czemu, jest po prostu zabawny, a przy tym tak bardzo odnajduję się w jego filmikach... No i ten uśmiech... <3


Znów nie mogłam się zdecydować na tylko jedno, ale to i tak cud, że wybrałam dwóch, a nie z dziesięciu, ponieważ mniej więcej (skłaniałabym się bardziej ku więcej) tylu YouTuberów aktualnie oglądam... XD Tylera lubię za to, że jego filmiki zawsze poprawiają mi humor, jeśli chcę się pośmiać to wiem, że jego kanał będzie dla mnie idealny :D

6. Wydarzenie miesiąca (muszę jeszcze popracować nad tą nazwą :P)

W tym miesiącu stało się coś cudownego (przynajmniej dla mnie) - praktycznie przez cały miesiąc ćwiczyłam! Wiem, że dla Was to pewnie nic, ale jak dla mnie to wielki krok. Zawsze źle się czułam z tym jak wyglądam oraz ogólnie z tym, że się nie ruszam, a teraz wreszcie mi się udało i jestem z siebie bardzo dumna. Głównymi motywatorami były dla mnie moje dwie koleżanki z klasy oraz to, że robiłam takie trzydziestodniowe wyzywania, dzięki nim widziałam w moim ćwiczeniu jakiś cel, do którego mogłam dążyć. Mam nadzieję, że to utrzyma się dalej. Jeśli chcecie zobaczyć jakie wyzwania robiłam, to zdjęcia wrzucam wam poniżej :D

Deska

Russian Twist

Brzuszki

To by było na tyle na dzisiaj. Zachęcam Was do wrzucanie takiego posta na swoje blogi lub do napisania mi w komentarzu jaki był wasz listopad, no i oczywiście co myślicie o tym poście, chcecie więcej? A może macie jakieś pomysły na punkty, które powinny znaleźć się w kolejnych podsumowaniach miesiąca? Piszcie ^^

sobota, 29 listopada 2014

Uzależnienia

Witajcie kochani ^^
Dzisiaj chciałabym napisać Wam trochę o tym, co ostatnio bardzo mnie dotknęło i mogło być powodem dlaczego tydzień temu nie pojawił się nowy post - strasznie łatwo uzależniam. Nie mam tu na myśli takich bardziej drastycznych uzależnień typu: alkohol, papierosy, narkotyki, tylko coś co może wydawać nam się zupełnie nieszkodliwe, a jednak zdecydowanie wpływa na nasze życie, jak na przykład uzależnienie od internetu. Ja osobiście już dawno przestałam się okłamywać i przyznaję się otwarcie do tego, że jestem uzależniona od internetu. Najgorsze jest to, że internat zapewnia wiele niesamowitych możliwości i można dzięki niemu robić tyle ciekawych rzeczy, a ja spędzam większość mojego dnia robią pierdoły. Ostatnio na przykład po raz kolejny uzależniłam się od YouTube - zdarza mi się to za każdym razem jak znajdę jakiegoś nowy ciekawy kanał, po prostu zaczynam obsesyjnie oglądać wszystkie znajdujące się na nim filmiki...

Danisnotonfire - YouTuber, od którego jestem ostatnio uzależniona... Dat smile <3

Kolejnym bardzo częstym uzależnieniem są dla mnie seriale, kiedy znajdę sobie jakiś nowy, od razu mam ochotę obejrzeć go w całości i zazwyczaj to robię (really, sezon w dwa dni...). W ostatnim czasie byłam uzależniona od serialu Suits.


Jest to naprawdę dobry i ciekawy serial, co sprawiło, że było to dla mnie jeszcze trudniejsze. Niecałe cztery sezony obejrzałam w niewiele ponad tydzień - nie byłam w stanie się powstrzymać. W tym przypadku najgorsze, że tak bardzo w coś się wciągam, non stop to oglądam, aż w  końcu kończą mi się odcinki i później nie wiem co zrobić ze swoim życiem, bo muszę czekać, albo gorzej - serial jest już skończony i nie mam na co czekać, mimo że chciałabym więcej... 
Tragiczne jest też to, że jak już w coś się wciągnę to poświęcam temu czemuś cały mój wolny czas, nawet jeśli go nie mam. Jestem teraz w maturalnej klasie, zdaję aż cztery przedmioty na poziomie rozszerzonym, a zamiast się uczyć siedzę przed komputerem... I nie tylko to, chciałabym też napisać nowy post, ale przecież oglądanie seriali jest łatwiejsze (nie wiem jak udało mi się to zrobić teraz :P)... Jak widać jestem przypadkiem tragicznym i sama nie wiem co z tym zrobić. 
Mam swoje sposoby radzenia sobie z tym, co prawda nie zawsze działają i kończy się tak, że zaczynam się uczyć na sprawdzian z chemii o godzinie pierwszej w nocy i po jakichś 20 minutach stwierdzam, że to nie ma sensu i idę spać... Jednak czasami zdarza się, że działają i te momenty są cudowne. 
Jednym ze sposobów jest nie zbliżanie się do komputera, po przyjściu ze szkoły nawet go nie włączam, wyłączam wifi w telefonie i odkładam go na bok razem z laptopem, po czym postanawiam sobie, że sięgnę po te sprzęty dopiero jak coś zrobię. Na przykład jeśli mam do zrobienia jakiś zadania to mogę włączyć komputer dopiero kiedy je skończę. Wskazówka, nie próbujcie się okłamywać tym, że włączycie komputer tylko na chwilę, sprawdzicie Facebooka, czy włączycie sobie muzykę, bo dobrze wiecie, że to tak nie działa :P 
Kolejna metoda poniekąd pokrywa się z poprzednią, bo polega na nagradzaniu się za zrobienie czegoś, np. ucząc się na sprawdzian z biologii, po przeczytaniu paru tematów, mogę zrobić sobie przerwę i obejrzeć 2-3 filmiki na YouTube, a później wracam do nauki i tak w kółko. 
Ostatni sposób to robienie kilku rzeczy na raz, o ile oczywiście jest to możliwe. Ja na przykład oglądam filmiki na YouTube podczas ćwiczeń, najlepiej takie, na które nie muszę cały czas patrzeć tylko wystarcza mi słuchanie, albo kiedy robię jakieś łatwiejsze zadania z matmy, przy których nie muszę się specjalnie skupiać. Trzeba jednak uważać bo ta metoda może być pułapką, bo mi na przykład często wydaje się, że mogę robić dwie rzeczy na raz, ale wcale tak nie jest i kończę kompletnie olewając rzecz, którą powinnam robić... 

To by było na tyle na dzisiaj, napiszcie mi od czego Wy jesteście uzależnieni i jak sobie z tym radzicie oraz co myślicie o postach tego typu; nudzą Was, czy może lubicie czytać o moich życiowych problemach pierwszego świata? :P

wtorek, 18 listopada 2014

Konwentowo: Snowdrop 2

Witajcie kochani ^^
Dzisiaj chciałam napisać Wam troszeczkę o tym na jakie konwenty wybieram się w najbliższej przyszłości :)

Przede wszystkim jednak chciałam Was wszystkich bardzo serdecznie zaprosić na drugą już edycję konwentu Snowdrop, organizowaną przez grupę Machigai.



Konwent odbędzie się w Nowym Sączu, a planowana data to 27 Grudnia 2014.
Dodatkowo zachęcam Was do zgłaszania swoich atrakcji, ja na pewno to zrobię :D

Kolejny konwent, na który wybieram się na 100% to B-XmassCon 5, który odbędzie się 20-21 Grudnia 2014 w Krakowie. To jest zdecydowany pewniak, nie ma szans, żebym przegapiła ten konwent plus mam już wykupioną wejściówkę :P Być może będę prowadziła na nim konkurs, ale to nie jest jeszcze potwierdzone, raczej nie zgłoszę się z żadnym cosplayem, ale na pewno się w jakiś przebiorę :D 

Poza tym jest szansa, że będę mogła pojechać na konwent Love, ale to nie jest jeszcze pewne ;)

Na koniec mam do Was wielką prośbę; jeśli moglibyście mi chociaż w najmniejszym stopniu pomóc rozreklamować trochę Snowdropa (wstawić posta na swojego bloga, udostępnić wydarzenie na Facebooku...) to byłabym Wam bardzo, bardzo wdzięczna :*

To by było na tyle na dzisiaj ^^ Napiszcie mi na jakie konwenty Wy się wybieracie, mam nadzieję, że na którymś uda nam się spotkać :D

poniedziałek, 10 listopada 2014

Żałuję, że to obejrzałam...?

Może nie żałuję, ale nie potrafię opisać uczucia jakie we mnie wzbudza...

Witajcie kochani ^^
Ostatnio oglądałam serial "Czas Honoru" i chciałam się z Wami podzielić moimi przemyśleniami na jego temat.


Na początek muszę napisać, że moim zdaniem serial jest bardzo ciekawy i dobrze zrobiony, ośmielę się nawet powiedzieć, że jest to najlepszy polski serial z jakim miałam styczność. Jak łatwo można się domyślić serial umiejscowiony jest w okresie II Wojny Światowej i opowiada o czterech chłopakach, walczących w imieniu Polski Podziemnej. Muszę przyznać, że jako osoba, która za historią nigdy nie przepadała i nienawidziła wręcz się jej uczyć, z tego serialu nauczyłam się o wiele więcej niż ze szkoły, zwłaszcza, że tak naprawdę o tym okresie w szkole uczy się bardzo mało. 

Ale przejdźmy do sedna, czemu żałuję, skoro tak bardzo podobał mi się ten serial? 
Bo jest to jeden z seriali, które (przynajmniej mi) dają do myślenia. Życie głównych bohaterów jest takie... Pełne sensu? Oni są taki wierni celowi, który sobie wyznaczyli, codziennie walczą, żeby wyzwolić Polskę, Moim zdaniem taka postawa jest niesamowicie piękna i obawiam się, że nie ma już zbyt wielu ludzi, którzy byliby zdolni tak wiele poświęcić. Nie mówię, że nie ma ich wcale i mogę się mylić, może ich być wielu, w końcu różne sytuacje mogą w nas wyzwolić rzeczy, o których nie mieliśmy pojęcia, że w nas są. Na przykład ja sama nie wiem jak bym się zachowała w takiej sytuacji. Lubię wierzyć, że starałabym się walczyć, bo jestem raczej osobą, która jak przyjdzie co do czego, potrafi wziąć sprawy w swoje ręce, ale kto wie? 
Nie mam teraz na myśli, że chciałabym żyć w tych czasach, ani że życie teraz nie ma sensu lub że nie mam już wśród nas takich wspaniałych, skłonnych do poświęcenia ludzi Oczywiście, że nie, jest wręcz przeciwnie, Po prostu ten serial popchnął mnie w stronę takich życiowych przemyśleń :P 

Po drugie, ten serial jest taki smutny... Wiem co mi powiecie; no a czego się spodziewałaś po serialu o wojnie? Oczywiście byłam świadoma, że bohaterowie, nawet główni będą umierać i wciąż zdecydowałam się oglądać. Ale nie chodzi tylko o to, ja po prostu w tej dziedzinie jestem swojego rodzaju masochistką... W tym przypadku dobrym przykładem jest też japońska drama "1 Litre no Namida".


Bo z jednej strony z jakichś niewyjaśnionych powodów lubię oglądać dramaty, ale później przez co najmniej tydzień chodzę smutna... Ale to jeszcze nie koniec... Żeby tego było mało po obejrzeniu czegoś co mi się spodobało, nawet jeśli było smutne, to ja wchodzę na YouTube i katuję się filmikami związanymi z danym filmem/serialem... Wiem, wiem, sama sobie to robię i tylko ja jestem temu winna, ale nie potrafię przestać. No ale jak to jest, że chcę sobie tylko ładnie posłuchać piosenki z "Czasu Honoru", a tu w propozycjach wyskakuje mi co najmniej pięć filmików zatytułowanych "Śmierć kogoś tam..." :< 

Reasumując nie, zdecydowanie nie żałuję, ale później mam życiowe przemyślenia i jestem strasznie smutna, co jest tylko i wyłącznie moją winą... :P

To by było na tyle, mam nadzieję, że Was nie zanudziłam moimi przemyśleniami. Napiszcie mi, co myślicie o tego typu poście, może ktoś z Was jest psychicznym masochistom jak ja? Jeśli tak to jakie tytuły wywołały u Was takie uczucia? A może macie na to jakieś swoje metody? 

piątek, 31 października 2014

Makijaż Halloweenowy: pęknięta lalka

Witajcie kochani ^^
Dzisiaj z racji Halloween (którego nie obchodzimy w Polsce, a szkoda, bo ja bym się chętnie poprzebierała :P) postanowiłam wrzucić tu makijaż, który zrobiłam już jakiś czas temu, ale czekałam na specjalną okazję :P

Niestety światło padało na moją twarz z jednej strony,
dlatego wyglądam jakbym praktycznie nie miała
lewej brwi :P

Jeśli chodzi o makijaż oczu to zrobiłam dokładnie to co opisałam w TYM poście no i później mnie poniosło :P
Pęknięcia stworzyłam za pomocą eyelinera, ja użyłam płynnego, ale myślę, że niezależnie od tego jakiego użyjcie powinno wyjść :) Sądzę, że najtrwalszy będzie żelowy, więc jeśli planujecie paradować tak dłużej proponuję użyć właśnie jego. Aby stworzyć takie pęknięcie najpierw robiłam kleksa z ostrymi brzegami, najlepiej w jakimś kąciku lub przy brzegu, np. kącik ust, linia włosów, przy brwi, brzeg oka, a następnie bardzo delikatnie domalowywałam odchodzące od niego linie, na początku grubsze, a później coraz cieńsze. Wymaga to chwili ćwiczeń, ale niczego więcej :D


Jeśli chodzi o usta to najpierw nałożyłam korektor w kąciki, a następnie bardzo dokładnie obrysowałam je czerwoną szminką, tak żeby były trochę węższe niż zwykle i podobne do ust lalki. Polecam użyć pędzelka, łatwiej jest wtedy uzyskać proste linie :)

Moja głowa jest ziemniakiem... 

To by było na tyle :D Dajcie mi znać jak Wam podoba się ten makijaż i pokażcie mi swoje ^^

niedziela, 26 października 2014

"My jesteśmy przyszłością"

Witajcie kochani ^^
Dzisiaj postanowiłam wrzucić Wam opowiadanie, które napisałam już jakiś czas temu na konkurs w szkole ;) Tematem pracy było opowiadanie fantastyczno-naukowe, zawierające wątek walki dobra ze złem i niestety musieliśmy ograniczyć się do czterech stron. Jest to jedna z niewielu prac, których nie wstydzę się aż tak bardzo, kiedyś nawet rozważałam rozwinięcie jej, więc postanowiłam się nią z 
Wami podzielić :D 

          Biegłam ile sił w nogach, starając się nie myśleć o tym co jest za mną. Bieg nie był dla mnie niczym trudnym, zważywszy na to, że robię to prawie codziennie. Przez „to” rozumiem ucieczkę przed bandą robotów, która próbuje mnie zlikwidować. A czemu te przesłodkie… wróć – piekielne stworzenia chcą to zrobić? Cóż… To może mieć jakiś związek z tym, że ja próbowałam zlikwidować ich. Tak, myślę, że to jest powód… Mogłoby im chodzić jeszcze o to, że okradłam ich skład broni. Czasami zastanawiam się po co oni w ogóle trzymają tą całą broń. Skoro można nią załatwić tylko robota. To znaczy, na nas ludzi też działa, ale całkiem inaczej. Mianowicie, w zależności od tego w jaką część ciała się dostanie, traci się energię. Najbardziej osłabiają strzały w głowę i okolicę klatki piersiowej. Dobrze wymierzony strzał mógłby nawet zabić. Całe szczęście, że roboty nie są najlepsze w strzelaniu do ruchomego celu. Tylko dzięki temu nadal byłam w stanie biec. Gdyby robot nie chybił właśnie o jakieś piętnaście centymetrów, to zamiast w ramię oberwałabym w plecy, co mogłoby się dla mnie nie najlepiej skończyć. Nadal biegnąc, obejrzałam się za siebie i szybko oceniłam sytuację. Nie jest najlepiej. Ja byłam sama, a ich z siedmiu lub ośmiu, nie miałam czasu na liczenie. Wyciągnęłam broń zza paska i błyskawicznie wycelowałam w jednego z nich. Z pistoletu wyskoczyło coś z w rodzaju fioletowego promienia i pomknęła w stronę robota, który ugodzony podskoczył i już więcej się nie poruszył. Na zewnątrz nie było widać żadnej różnicy, może poza tym, że cały czas stał w miejscu, ale postrzelony robot nie nadawał się już do niczego. Zadowolona z siebie, przystanęłam na chwilę, żeby znów wycelować, kiedy zobaczyłam mknący w moją stronę fioletowy promień. Zamknęłam oczy i starałam się osłonić głowę. Tak skulona czekałam i czekałam, ale nic się nie działo. Nie poczułam znajomego ukłucia i osłabienia. Zaintrygowana, uchyliłam powieki i zobaczyłam, tuż przed swoim nosem, kawałek szkła, chyba fragment stłuczonej szyby. Szkło było jedyną materią, która wchłaniała te fioletowe „pociski”, nikt nie wie czemu, po prostu tak jest. Cała ta zadziwiająca akcja trwałą zaledwie kilka sekund, ale roboty już zdążyły znów we mnie wycelować, tym razem wszystkie na raz. Pomyślałam, że już po mnie, właśnie przegrałam i żaden, pojawiający się znikąd, kawałek szkła nie zdoła mnie uratować, kiedy jak na mojej ręce zaciska się czyjaś dłoń. Ciepła dłoń, więc na pewno należała do człowieka. Zanim zdążyłam pomyśleć o czymś więcej, zostałam wciągnięta do wąskiej uliczki i Malaje prosto, wzdłuż drogi. Mimo wszystkich starań mojego wybawcy jeden z pocisków zdążył ugodzić mnie w kostkę, co spowodowało u mnie utratę energii. Biegliśmy tak i biegliśmy, a ja byłam już tak zmęczona, że nie mogłam nawet podnieść głowy. Biegłam zgięta w pół, oddychając nierówno i wpatrywałam się w nogi tego, który mnie uratował. Po butach poznałam, że to chłopak. Były to adidasy, znajome granatowe adidasy z żółtymi sznurówkami. W głębi mojego umysłu pojawiła się jakaś myśl, ale nie miałam siły się na niej skupić. Uniosłam lekko głowę o zobaczyłam, że w ręce trzyma kawałek szkła. A więc to też była jego sprawka. Wiele mu dzisiaj zawdzięczałam, gdybym tylko mogła zobaczyć jego twarz. Biegliśmy tak jeszcze kawałek, aż w końcu zatrzymaliśmy się w jakimś parku. Zdyszana oparłam ręce o kolana i spróbowałam uspokoić oddech. Po dłuższej chwili wreszcie podniosłam się i rozejrzała. Znam ten park, przechodzę przez niego bardzo często, kilka przecznic dalej znajduje się mój dom. To tak jakby on wiedział gdzie ma uciekać. Odwróciłam się błagając w myślach „Nie, proszę nie, proszę nie, proszę nie…” Jednak moje modły zdały się na nic, bo kiedy wreszcie stanęłam twarzą w twarz, zobaczyłam tylko grymas niezadowolenia na tak dobrze mi znanej, przystojnej twarzy. 

- Cześć James – powiedziałam, siląc się na sztuczny uśmiech.

- Co ty sobie myślałaś? – wybuchnął. – Wiesz co by się mogło stać, gdyby mnie tam nie było?

- Poradziłabym sobie, – warknęłam – tak się składa, że miałam wszystko pod kontrolą.

Nienawidzę siebie za ten wybuchowy charakter, ale w domu przywykłam do tego, że najlepszą obroną jest atak i teraz już nic na to nie poradzę. 

- Miałaś wszystko pod kontrolą? – prychnął. – Nie żartuj sobie ze mnie, gdyby nie ja…

- Gdyby nie ty, to co? Skoro tak cię to denerwuje to po co w ogóle mnie ratujesz? 

Już całkiem zdenerwowana, odwróciłam się na pięcie z zamiarem odmaszerowania, z godnością, w dal, ale niestety moje ciało nie interesowało się teraz czymś tak błahym jak godność, za to było niezwykle wyczerpane i odmówiło mi posłuszeństwa. W związku z czym to, co miało być godnym odwrotem, skończyło się upadkiem i poobijaniem tylnich części ciała. Westchnęłam poirytowana i spróbowałam wstać, ale niestety to też mi się nie udało. 

- Nic ci nie jest? – spytał James, kucając przy mnie.

- Nie ja tylko…

- Wskakuj – nie dał mi skończyć, odwracając się tak, bym mogła bez problemu wdrapać mu się na barana.

- Nie James, ja…

- Powiedziałem: wskakuj – dodał tonem nieznoszącym sprzeciwu.

Znów westchnęłam, świadoma porażki i złapałam się jego ramion, a on wstał i ruszyła w stronę mojego domu. Wtuliłam twarz w jego szyję i wciągnęłam powietrze, pomimo długiego biegu jego włosy nadal pachniały szamponem. Lubiłam ten zapach.

- Dziękuję – wyszeptałam skruszona – i… przepraszam.

- Nie wierze własnym uszom – zaśmiał się. – Mogłabyś powtórzyć? 

- Och, przestań – burknęłam, krzywiąc się. 

- No już, już – powiedział, a w jego głosie słyszałam, że się uśmiecha. – Nie ma za co, przecież ja… cię zawsze ratuję…

Ucieszyłam się, że nie mógł teraz zobaczyć mojej zarumienionej twarzy. Po tym wyznaniu żadne z nas nie odezwało się aż do czasu, kiedy doszliśmy do mojego domu. Zasunęłam się z jego pleców i niepewnie stanęłam na własnych nogach.

- Hm… Dzięki – mruknęłam, podchodząc do drzwi.

Przysunęłam twarz do specjalnego komputera, wbudowanego w ścianę, tak by mógł zbadać siatkówkę mojego oka. Po krótkiej chwili drzwi otworzyły się. Odchrząknęłam. 

- No to… - zaczęłam, ale zaraz urwałam i złapałam go za rękę. – Co ci się stało?

Rękaw jego szarego swetra był poplamiony na czerwono, a z ciętej rany na dłoni nadal sączyła się krew.

- To chyba ta szyba – powiedział. – Nie przejmuj się…

Nie dałam mu dokończyć, ponieważ momentalnie wciągnęłam go do domu i usadziłam kuchennym krześle. Całe moje zmęczenie nagle wyparowało. Podeszłam do apteczki i na, wbudowanym w jej drzwiczki, ekranie interaktywnym wpisałam, czego potrzebuję. Kiedy otworzyłam szafkę odpowiednia maść już tam była.

- Daj rękę – usiadłam obok chłopaka i posmarowałam jego dłoń.

Po chwili rana sama zaczęła się sklepiać. Odwróciłam wzrok, nie lubiłam na to patrzeć. Znów wstałam i podeszłam do jednej z szafek.

- Jadłeś już obiad? Może masz na coś ochotę na naleśniki? – Spytałam.

Chłopak przytaknął, a ja wstukałam nazwę dania na ekranie szafki i uchyliłam drzwiczki, przede mną stały dwa parujące talerze z naleśnikami. Postawiłam je na stole i jeszcze raz sięgnęłam do szafki, po czym wyciągnęłam dwie szklanki soku pomarańczowego. Je także przeniosłam na stół i sama przy nim usiadłam. 

- Co to? – Spytał James, kiedy zaczęliśmy jeść.

Spojrzałam na przedmiot, który wskazywał, przy okazji rejestrując, że jego rana już się zagoiła. Czarna, podniszczona skrzyneczka leżała na blacie kuchennym.

- Kolejna zabawka mojego ojca – westchnęłam, tata lubił gromadzić starocie. – Pochodzi z dwudziestego pierwszego wieku, nazywali to chyba lustrzanka, czy jakoś tak. 

Chłopak przekrzywił głowę, wpatrując się w przedmiot.

- A co to robi? – spytał.

- Chyba robiło – zaśmiałam się. – Zdjęcia, podobno… Jeśli chcesz wiedzieć jak, to musisz spytać mojego tatę, bo moim skromnym zdaniem jest to kompletnie niepraktyczne…

- Jak ma być praktyczne, skoro pochodzi z dwudziestego pierwszego wieku? Przecież wiesz jacy oni byli wtedy zacofani – stwierdził.

- No tak, to przecież oni wynaleźli roboty – wzdrygnęłam się. – Co oni sobie myśleli? 

- Chyba chcieli, żeby ich życie stało się łatwiejsze…

- I nawet nie zdawali sobie sprawy jak bardzo utrudnią tym nasze – zirytowałam się.

- Ale spójrz na to z ich perspektywy; skąd mogli wiedzieć, ze roboty się zbuntują? 

- Sugerujesz, że byli tak głupi, żeby myśleć, że roboty będą zawsze potulne jak baranki? A może…

Nie dane mi było skończyć, bo w tej chwili do domu wparował mój tata.

- Cześć dzieciaki – powiedział, uśmiechając się promiennie. – Co robicie?

Błagałam Jamesa spojrzeniem, żeby nie wspominał nic o mojej małej „wycieczce” i chyba zrozumiał bo powiedział tylko:

- Jemy naleśniki, może chce pan trochę?

- Jasne, bardzo chętnie – powiedział tata, wesołym głosem.

- Coś ty taki zadowolony? – Spytałam, stawiając przed nim talerz parujących naleśników, po czym znów zabrałam się za jedzenie swoich. 

- Usłyszałem dzisiaj bardzo dobre wieści – zaczął, zajadając się naleśnikami. – Podobno liczebność wroga niesamowicie ostatnio zmalała i mamy coraz większe szanse na odzyskanie wolności.

- Naprawdę?! – wykrzyknęłam.

Tata był kimś w rodzaju wojskowego, z tym, że w naszych czasach ludzie już nie walczą miedzy sobą, ale jednoczą się przeciwko robotom, wiec jego wiadomości zawsze były prawdziwe. Napełniona nową, optymistyczną energią, ucałowałam tatę w policzek i pobiegłam wziąć prysznic. Kiedy wróciłam, zobaczyłam, że James wstaje i chcę wyjść.

- Zaczekaj – zawołałam. – Odprowadzę cię kawałek.

Założyłam buty i już byłam gotowa do wyjścia.

- Wrócę za pół godziny, tato – oświadczyłam i razem z Jamesem wyszliśmy na dwór. 

- Czy to nie wspaniałe – zaczęłam, kiedy szliśmy tak razem, ramie w ramię. – Myślisz, że nam się uda, że będziemy wolni? – spytałam.

- Tego nikt nie wie. My możemy tylko mieć nadzieję i starać się jak najlepiej umiemy…

- Oj uwierz mi, ja się już postaram – stwierdziłam pewnie, a on się zaśmiał. – Co cię tak śmieszy? 

- Nic, nic – zapewnił. – Po prostu lubię twoje pozytywne nastawienie. Chodź, – dodał, łapiąc mnie za rękę – musisz jeszcze uratować świat.

- Żebyś się nie zdziwił – powiedziałam, po czym ścisnęłam mocniej jego dłoń i ruszyliśmy dalej.

* * *

To by było na tyle, jeśli ktoś dobrną do końca to jestem bardzo wdzięczna :P Napiszcie mi co myślicie ^^

sobota, 18 października 2014

Najwyższa pora na zmiany

Cześć kochani ^^
Wiem, że dawno nie pisałam, ale niestety nie miałam czasu i tak pozostanie przez najbliższe parę miesięcy :< Nie zmienia to faktu, że tak jak pisałam w poprzednim poście, postaram się pisać jak tylko będę mogła :)

 Jednak to, że będę pisać trochę rzadziej to nie jedyna miana jaką planuję. Prowadzę tego bloga już od ponad dwóch lat i w tym czasie ani razu nie zdarzyło mi się żałować, że go założyłam Pisanie tutaj pozbawiło mnie wyrzutów sumienia, że nie rozwijam swojego "warsztatu" i odnoszę wrażenie, że nadało moim tekstom trochę lekkości. A poza tym oczywiście jestem bardzo wdzięczna, że udało mi się poznać Was wszystkich, zawsze miło jest porozmawiać z kimś, kto ma zainteresowania podobne do ciebie, no i oczywiście w żaden sposób nie potrafię wyrazić jak wiele znaczy dla mnie wasze wsparcie we wszystkim, co tutaj robiłam :D Mimo wszystko przez te dwa lata ja zdążyłam się zmienić (na lepsze mam nadzieję) i moje zainteresowania trochę się zmieniły. Nie oznacza to oczywiście, że przestałam interesować się Azją, dramami, k-popem itp. Oczywiście, że nie! Po prostu poznawanie nowych rzeczy, rozwijanie się i dzięki temu, wprowadzanie zmian jest nieodłączną częścią życia i zazwyczaj są czymś dobrym :) Tak stało się ze mną, zmieniłam się, troszkę (mam nadzieję) dojrzałam i zaczęłam interesować się też innymi rzeczami. W związku z tym planuję też wprowadzić pewne zmiany na blogu. Nie sądzę żeby było to coś wielkiego, przynajmniej nie na razie, ale chciałam bym poszerzyć nieco tematykę. Poza tym o czym pisałam do tej pory, zaczną się pojawiać recenzje niekoniecznie azjatyckich książek, filmów, seriali, muzyki, może trochę moich bardziej personalnych przemyśleń, kto wie może od czasy do czasu wrzucę tu jakieś moje opowiadanie i... sama jeszcze nie wiem co. Oczywiście nie zapomnę o tym, od czego zaczęłam, wciąż od czasu do czasu będę pisać o dramach i konwentach... Po prostu ten blog zawsze miał odzwierciedlać mnie, zawłaszcza te strony, których nie co dzień nie pokazuję, więc chciałabym żeby wciąż tak było :) Poza tematyką, kto wie, może zmienię trochę grafikę i sam nagłówek bloga (jeśli wpadnę na jakiś genialny pomysł :P), ale to może trochę potrwać ^^

No tak, nieźle się rozpisałam, mam tylko nadzieję, że to co napisałam ma jakikolwiek sens... :P Pewnie większość tego nie przeczytała, ale reasumując chciałam tylko podziękować Wam za spędzony wspólnie czas i wsparcie i mam nadzieję, że w związku z nadchodzącymi zmianami wciąż mogę na Was liczyć :D Jeśli chcecie to napiszcie mi co o tym wszystkim myślicie i może macie jakieś propozycje co do zmian? Jakieś tematy, na które chcecie żebym się wypowiedziała? Jestem otwarta na sugestie ^^

A na koniec... Łapcie kota :P

niedziela, 28 września 2014

Atarashi, Nowy Sącz 23-24 Sierpnia 2014

Witajcie kochani ^^
Od razu bardzo przepraszam, że tak dawno nie pisałam, ale niestety zaczęła się szkoła i problemy z komputerem i tak jakoś wyszło... Dodatkowo w najbliższym czasie nie wiem jak będzie mi się udawało trzymanie się postów co tydzień (co najmniej 2-3 sprawdziany na tydzień), ale obiecuję, że jak tylko znajdę trochę czasu to będę pisać i postaram się publikować przynajmniej 2-3 posty na miesiąc :D


Nareszcie przyszedł czas, żebym napisała Wam troszkę o konwencie, na którym byłam już jakiś czas temu - Atarashi ;) Konwent ten był organizowany przez moich dobrych znajomych oraz odbywał się praktycznie w moim mieście, więc nie było szans, żebym się na nim nie zjawiła :D
Na konwencie zjawiłam się niecałe pół godziny po jego rozpoczęciu (jak to jest cudownie jak nie muszę wyjeżdżać dwie  pół godziny wcześniej :D). Tłumów nie zastałam i tak w sumie pozostało do końca konwentu, ale ja bawiła się bardzo dobrze, bo znałam w sumie przynajmniej 1/3 konwentowiczów :) Kolejnym plusem, był kompletny brak kolejek, od razu po wejściu trafiłam do akredytacji i zostałam wyposażona w kompaktowy zestaw małego konwentowicza, widoczny na powyższym zdjęciu.


Na początku konwentu miałam trochę czasu dla siebie, więc pozwiedzałam trochę, posiedziałam z różnymi znajomymi i ogólnie nie robiłam zbyt wiele. Byłam nawet na kilku panelach, może nie w całości, ale zawsze to coś :P Później przyszedł czas na moje atrakcje, miałam ich aż 6 godzin XD 
W sobotę: Rozpoznaj płeć cosplayera, Wiedzówka z Fullmelat Alchemist, a w niedzielę: Rozpoznaj anime po broni (ale ten panel się nie odbył, ponieważ zabrakło prądu :P) i Wiedzówka z Fairy Tail. Muszę przyznać, że na atrakcjach nie zjawiło się zbyt wiele ludzi (poza tą pierwszą, na której były tłumy XD), ale na każdej bawiłam się jak nigdy, było dużo żartów i śmiechu :D


Brałam również udział w cosplayu (było chyba z 6 występów :P), miałam z koleżanką scenkę w naszych cosplayach z Durarary, ale jakoś nie miałam ochoty chodzić w tym cosplayu po kownencie, więc pierwszy raz od ponad roku, byłam "randomowym konwentowiczem" XD
Po cosplayu dobył się pokaz ognia, na którym niestety nie byłam, bo miałam wtedy panel, ale podobno było to bardzo ciekawe widowisko :) A później już tylko wdzierałam się na ultra starze i siedziałam ze znajomymi aż zasnęliśmy, żeby rano znów poprowadzić panele i posiedzieć ze znajomymi :D


Ogólnie jeśli miałabym podsumować konwent to wypada on bardzo dobrze :D Świetna zabawa, cudowni ludzie, ciekawe, różnorodne panele, dużo miejsca w sleepach i nie ma tłoku na korytarzach :P Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to brak medyków (to znaczy był jeden, ale zupełnie nie zaopatrzony, na prośbę o plaster usłyszałam "a duże masz ziaziu?" :P). Nie mogę się już doczekać kolejnych konwentów i mam tylko nadzieję, że w przyszłości pojawi się na nich więcej ludzi :D

Wszystkie powyższe zdjęcia (poza pierwszym) są autorstwa Nane :D

Więcej zdjęć:
Konwenty Połduniowe
Nane 
Lisa Tenshi

To by było na tyle :D Mam nadzieję, że wybaczycie mi tą wielką obsuwę i obiecuję, że postaram się pisać tyle ile tylko będę mogła :)

sobota, 30 sierpnia 2014

Gdzie oglądam dramy?

Witajcie kochani ^^
Zauważyłam, że ostatnio jednym z najpopularniejszych postów został ten, którym pisałam Wam o stronach, na których można oglądać dramy, ale od tego czasu trochę się pozmieniało, a ja wciąż często jestem pytana, gdzie oglądam dramy. Postanowiłam więc odświeżyć nieco informacje na ten temat :D Oto strony, które sa przeze mnie sprawdzone i je serdecznie Wam polecam:

Good Drama
Strona, która po zamknięciu DramaCrazy wypełniła pustkę w moim sercu XD
Bardzo duża baza dram, szybko pojawiają się na niej nowości i zazwyczaj można wybrać spośród kilku różnych playerów. Ta strona jednak niektórym nie odpowiada ze względu na to, że można na niej znaleźć dramy tylko z angielskimi napisami, dla mnie jednak nie jest to problem i bardzo polecam spróbowanie oglądania dram właśnie w ten sposób, zdziwicie się jak szybko można się do tego przyzwyczaić i ile można się dzięki temu nauczyć :D 

Jednak jeśli nie chcecie oglądać dram po angielsku to tutaj macie polską alternatywę. Na tej stronie trzeba się zarejestrować, ale zdecydowanie warto ^^

O tej stronie wspominałam ostatnio, ale z tego co widziałam trochę się na niej pozmieniało i może warto dać jej jeszcze jedną szansę :D Tutaj również znajdziecie dramy w języku polskim.

Szczerze mówiąc tutaj już dawno nie oglądałam żadnej dramy, ale pamiętam, że udało mi się znaleźć kilka, których nie mogłam obejrzeć nigdzie indziej :) Dostępne tu są dramy zarówno po polsku jak i po angielsku, ale niestety niektóre z nich są zablokowane w Polsce :<

To by było na tyle, mam nadzieję, że pomogłam :D Napiszcie mi gdzie Wy oglądacie dramy, może macie jeszcze jakieś inne sekretne strony? ^^

czwartek, 28 sierpnia 2014

B6: The Game, Kraków 15-17 Sierpnia 2014

Witajcie kochani ^^
Straszne mam ostatnio zaległości, ale już do Was pędzę z moją recenzją konwentu B6: The Game :D

Konwent zaplanowany był na trzy dni, więc oczywiście przybyłam już w piątek. Byłam w szoku, ponieważ zjawiłam się dosyć późno (tzn. dla mnie normalnie, ale ludzi podobno stali od rana :P) i nie musiałam wstać w kolejce (win :D), za to niestety nie obyło się bez problemów przy akredytacji. Jednak w końcu udało mi się wejść na teren konwentu. Kolejną niezbyt miłą niespodzianką był kompletny brak miejsca w sleepach (kiedyś w piwnicy można było się rozłożyć i moim zdaniem był to genialny pomysł, ale organizatorzy chyba się ze mną nie zgadzają, bo przeznaczyli to miejsce na larpa). Skończyło się na tym, że pierwszą noc spałam na powierzchni metr na 20 centymetrów i dodatkowo ktoś na mnie usiadł, ale drugiego dnia już nie wytrzymałam i po prostu przesunęłam dzieciaki, które i tak nie zjawiły się przez całą noc, a ich rzeczy były rozwalone na pół sleepa. 


Po przybyciu na miejsce, połaziłam trochę po terenie konwentu, ale już po chwili musiałam lecieć na mój panel - "Muzyka w Kdramach". Byłam w wielkim szoku, kiedy przyszłam, a sala była pełna ludzi (mój panel specjalnie był zaraz na początku konwentu, bo miałam nadzieję, że nikt nie przyjdzie :P), ale dzięki temu atmosfera panelu była świetna i bardzo miło mi się go prowadziło, także każdemu kto się zjawił bardzo dziękuję :D
Po panelu postanowiłam przebrać się w cosplay Videl z Dragon Balla, ale nie za długo w nim pochodziłam, bo jakoś tak źle się w nim czułam. Nie była na żadnym panelu poza swoim, ale bardzo dużo łaziłam, siedziałam i gadałam ze znajomymi :D Pomagałam koleżanką w próbie do ich cosplayu, ponieważ tym razem ja nie brałam w nim udziału (dziwne jest mieć taką przerwę po roku ciągłego występowania, ale powiem Wam, że było całkiem fajnie :D). 
Prysznic na tym konwencie okazał się być ciekawym doświadczeniem, gdyż poszczególne "kabiny" były od siebie oddzielone workami na śmieci, ale czego się nie zrobi, żeby nie śmierdzieć :P Na koniec prawie cały czas siedziałam ze znajomymi w sleepie i razem się wygłupialiśmy, aż skończyły nam się siły i poszliśmy spać :D

fot. Konwenty Południowe
fot. Konwenty Południowe
W sobotę rano jak zwykle nie mogłam wstać i umierałam z zimna, na szczęście koleżanka obudziła mnie słowami "za godzinę masz panel". Dosyć efektownie postawiło mnie to na nogi :P Chyba pierwszy raz w życiu zrobiłam sobie tak szybko makijaż, ale nie wyrobiłam się z jedzeniem XD I tak ostatecznie na panel udałam się w mojej konwentowej piżamce (leginsy i jakiś długi podkoszulek). Szybko pomogłam Otai zrobić makijaż do jej cosplayu i w końcu przyszedł czas na mój drugi i ostatni na tym konwencie panel - "Zróbmy to jeszcze raz, wersja dramowa". Powiedziałam trochę o wielu wersjach Hana Yori Dango, Hana Kimi, Itazura na Kiss, You're Beautiful i Kimi wa Petto oraz puszczałam masę filmików :D Co prawda na panelu były tylko dwie osoby (a pod koniec jedna) to dobrze się bawiłam i jeszcze raz dziękuję bardzo za przyjście :)
Po panelu przebrałam się w mój "cosplay" - nie jest to żadna konkretna postać, tylko mój własny projekt, który postanowiłam nazwać Araminta :D Wciąż rozwijam tą postać i staram się poprawić jej strój, więc na pewno pojawię się w nim na jakimś innym konwencie ^^ Kiedy ludzie pytali kogo cosplayuję lub kim jestem, odpowiadałam zazwyczaj nikogo/nikim lub czasami tłumaczyłam, że to mój projekt, ale niektórzy mieli swoje własne pomysły i tak zostałam nazwana Miku Hatsune asasynem, Talibem i Jinx (tą z LoLa) w żałobie, a kolega skomentował "nie możesz być nikim, przecież masz cycki" XD

fot. Arisa
fot. Konwenty Południowe
Zdjęcie zrobione z jakiejś dziwacznej perspektywy,
wyglądam jakbym miała rękę dłuższą od nóg :P
Później w sumie nie robiłam nic konkretnego, znów nie udało mi się pójść na żaden panel, chociaż miałam taki szczery zamiar. Dużo łaziłam (niesamowicie mnie po tym bolały nogi), spędzałam czas z masą znajomych, wybrałam się na wycieczkę do najbliższego spożywczaka i znów siedziałam ze znajomymi :D
Tak jak pisałam wcześniej nie brałam tym razem udziału w cosplayu, więc wybrałam się na widownię żeby go obejrzeć, jednak nie udało mi się tam wytrwać zbyt długo. Po około dwóch występach zaczęło mi się robić duszno i słabo, więc wyszłam. Fajnym pomysłem było to, że nie tylko copslay był nagrywany i live można było go obejrzeń na YouTube, ale również puszczono go na rzutniku na konwentowej stołówce, a tam nie było już takich tłumów, więc spokojnie mogłam sobie pooglądać ^^
Po cosplayu robiłam to co robiłam cały dzień z małą przerwą na jedzenie (spaghetti w kubeczku z Knorra, polecam :P) i w końcu dałam za wygraną i poszłam spać.

fot. Konwenty Południowe
fot. Konwenty Południowe

Jeśli wydaje Wam się, że w piątek i sobotę robiłam niewiele to w niedzielę robiłam jeszcze mniej :P Zaczęło się od rana, kiedy to wstałam, zjadłam zupkę, pogadałam trochę z koleżanką i z powrotem poszłam spać XD Trochę później znów się obudziłam i znów zaczęłam marznąc, ale byłam dzielna i stwierdziłam, że pora wstawać i trzeba się ogarnąć. Ubrałam się, spakowałam i byłam gotowa do wyjazdu, ale czekałyśmy na koleżankę, która była helperką, więc jeszcze trochę posiedziałyśmy na konwencie, pooglądałyśmy zbierających się ludzi, a wycieczkę zakończyłyśmy wizytą w McDonaldzie :P 
Ogólnie mam bardzo dobre wspomnienia po tym konwencie, spotkałam masę fajnych ludzi i mogłam z nimi świetnie spędzić czas :D

Więcej zdjęć:
B6: The Game - galeria ogólna by Łys
B6: The Game (2014) - [JFAN]

To by było na tyle ^^ Czy ktoś z Was był na tym konwencie? Napiszcie mi co o nim myślicie :D

czwartek, 21 sierpnia 2014

Hua Mulan

Witajcie kochani ^^
Od razu przepraszam, że ten post pojawia się tak późno, ale niestety przed konwentem miałam dużo przygotowań, a później źle się czułam po konwencie, no i musiałam się przygotować do następnego i na sam koniec nie miałam internetu... XD Za to obiecuję, że postaram się to nadrobić jeszcze przed początkiem roku szkolnego.
Jakiś czas temu pisałam, że planuję opublikować recenzję jakiejś dramy, ale nie mogłam się zdecydować (jeśli macie jakieś sugestie to piszcie w komentarzach :D), więc zdecydowałam się napisać Wam o moim pierwszym i jak na razie chyba jedynym (może polecicie jakiś inny? :P) chińskim filmie ;)


Fabuła:

Ta historia jest raczej dobrze nam wszystkim znana z bajki Disneya; młoda dziewczyna przebiera się za mężczyznę i wybiera się na wojnę, by uchronić od tego obowiązku swojego chorego ojca.
Akcja dzieje się w okresie panowania dynastii Wei, Hua Mulan od dziecka interesowała się sztukami walki i uczyła się u boku ojca. Kiedy nomadowie zwani Rouranami rozpoczęli inwazję przeciwko Wei, władze powołały każdego mężczyznę z każdej rodziny do armii. Mulan w tajemnicy wstępuje do armii na miejsce swojego ojca.

Bohaterowie:

Hua Mulan jej chyba nie trzeba przedstawiać :P


Gra ją Zhao Vicki.


Mała Mulan


Gra ją Xu Jiao.


Wen Tai  odpowiednik bajkowego Shanga.


Gra go Chen Kun.


Men Du przywódca nomadów.


Gra go Hu Jun. 


Co myślę o filmie?

Jako wielka wielbicielka Mulan podoba mi się każda odsłona tej historii. Fabuła tego filmu trochę różni się od bajki, chociaż większość podstawowych faktów się zgadza. Nie postawiłabym zdecydować, która wersja podoba mi się bardziej. Na pewno mam wielki sentyment do bajki i przez to darzę ją niesamowitą sympatią, ale ten film też miał coś w sobie. Nie chcę za bardzo spoilerować, ale jedyną rzeczą, która mi się w nim nie podobała było zakończenie, jednak zdaję sobie sprawę, że bez niego film nie robiłby już takiego wrażenia i wydawałby się zbyt nierealny.


Jako wielki plus dla filmu uznaję postać Wentaia, który mimo wszystko zdecydowanie różnił się od bajkowego Shanga, jednak miał swój urok, którym wkupił się w moje łaski. Zamiast surowego i poważnego generała mamy zabawnego, kochanego chłopaczka (przynajmniej na mnie wywarł takie wrażenie), który jest takie uroczy, że szkoda gadać, ale jednak posiada swoją silną, męską stronę. Jak tu się w takim nie zakochać? :P


Bardzo podobał mi się również dobór aktorów, sama nie wiem co szczególnie, ale jakoś tak pasowali mi do ich ról, szczególnie główni bohaterowie.

Niziołki XD

Nie jestem za bardzo poinformowana w temacie chińskiej historii, ale według mnie fabuła trzymała się kupy i cała scenografia, kostiumy itp. wyglądały bardzo dobrze i profesjonalnie :D


Ja film oceniam na 9/10, a obejrzeć go możecie na stronie Good Drama (angielskie napisy) :D

To by było na tyle, napiszcie mi co Wy myślicie o tym filmie, jeśli go oglądaliście ;)