piątek, 31 października 2014

Makijaż Halloweenowy: pęknięta lalka

Witajcie kochani ^^
Dzisiaj z racji Halloween (którego nie obchodzimy w Polsce, a szkoda, bo ja bym się chętnie poprzebierała :P) postanowiłam wrzucić tu makijaż, który zrobiłam już jakiś czas temu, ale czekałam na specjalną okazję :P

Niestety światło padało na moją twarz z jednej strony,
dlatego wyglądam jakbym praktycznie nie miała
lewej brwi :P

Jeśli chodzi o makijaż oczu to zrobiłam dokładnie to co opisałam w TYM poście no i później mnie poniosło :P
Pęknięcia stworzyłam za pomocą eyelinera, ja użyłam płynnego, ale myślę, że niezależnie od tego jakiego użyjcie powinno wyjść :) Sądzę, że najtrwalszy będzie żelowy, więc jeśli planujecie paradować tak dłużej proponuję użyć właśnie jego. Aby stworzyć takie pęknięcie najpierw robiłam kleksa z ostrymi brzegami, najlepiej w jakimś kąciku lub przy brzegu, np. kącik ust, linia włosów, przy brwi, brzeg oka, a następnie bardzo delikatnie domalowywałam odchodzące od niego linie, na początku grubsze, a później coraz cieńsze. Wymaga to chwili ćwiczeń, ale niczego więcej :D


Jeśli chodzi o usta to najpierw nałożyłam korektor w kąciki, a następnie bardzo dokładnie obrysowałam je czerwoną szminką, tak żeby były trochę węższe niż zwykle i podobne do ust lalki. Polecam użyć pędzelka, łatwiej jest wtedy uzyskać proste linie :)

Moja głowa jest ziemniakiem... 

To by było na tyle :D Dajcie mi znać jak Wam podoba się ten makijaż i pokażcie mi swoje ^^

niedziela, 26 października 2014

"My jesteśmy przyszłością"

Witajcie kochani ^^
Dzisiaj postanowiłam wrzucić Wam opowiadanie, które napisałam już jakiś czas temu na konkurs w szkole ;) Tematem pracy było opowiadanie fantastyczno-naukowe, zawierające wątek walki dobra ze złem i niestety musieliśmy ograniczyć się do czterech stron. Jest to jedna z niewielu prac, których nie wstydzę się aż tak bardzo, kiedyś nawet rozważałam rozwinięcie jej, więc postanowiłam się nią z 
Wami podzielić :D 

          Biegłam ile sił w nogach, starając się nie myśleć o tym co jest za mną. Bieg nie był dla mnie niczym trudnym, zważywszy na to, że robię to prawie codziennie. Przez „to” rozumiem ucieczkę przed bandą robotów, która próbuje mnie zlikwidować. A czemu te przesłodkie… wróć – piekielne stworzenia chcą to zrobić? Cóż… To może mieć jakiś związek z tym, że ja próbowałam zlikwidować ich. Tak, myślę, że to jest powód… Mogłoby im chodzić jeszcze o to, że okradłam ich skład broni. Czasami zastanawiam się po co oni w ogóle trzymają tą całą broń. Skoro można nią załatwić tylko robota. To znaczy, na nas ludzi też działa, ale całkiem inaczej. Mianowicie, w zależności od tego w jaką część ciała się dostanie, traci się energię. Najbardziej osłabiają strzały w głowę i okolicę klatki piersiowej. Dobrze wymierzony strzał mógłby nawet zabić. Całe szczęście, że roboty nie są najlepsze w strzelaniu do ruchomego celu. Tylko dzięki temu nadal byłam w stanie biec. Gdyby robot nie chybił właśnie o jakieś piętnaście centymetrów, to zamiast w ramię oberwałabym w plecy, co mogłoby się dla mnie nie najlepiej skończyć. Nadal biegnąc, obejrzałam się za siebie i szybko oceniłam sytuację. Nie jest najlepiej. Ja byłam sama, a ich z siedmiu lub ośmiu, nie miałam czasu na liczenie. Wyciągnęłam broń zza paska i błyskawicznie wycelowałam w jednego z nich. Z pistoletu wyskoczyło coś z w rodzaju fioletowego promienia i pomknęła w stronę robota, który ugodzony podskoczył i już więcej się nie poruszył. Na zewnątrz nie było widać żadnej różnicy, może poza tym, że cały czas stał w miejscu, ale postrzelony robot nie nadawał się już do niczego. Zadowolona z siebie, przystanęłam na chwilę, żeby znów wycelować, kiedy zobaczyłam mknący w moją stronę fioletowy promień. Zamknęłam oczy i starałam się osłonić głowę. Tak skulona czekałam i czekałam, ale nic się nie działo. Nie poczułam znajomego ukłucia i osłabienia. Zaintrygowana, uchyliłam powieki i zobaczyłam, tuż przed swoim nosem, kawałek szkła, chyba fragment stłuczonej szyby. Szkło było jedyną materią, która wchłaniała te fioletowe „pociski”, nikt nie wie czemu, po prostu tak jest. Cała ta zadziwiająca akcja trwałą zaledwie kilka sekund, ale roboty już zdążyły znów we mnie wycelować, tym razem wszystkie na raz. Pomyślałam, że już po mnie, właśnie przegrałam i żaden, pojawiający się znikąd, kawałek szkła nie zdoła mnie uratować, kiedy jak na mojej ręce zaciska się czyjaś dłoń. Ciepła dłoń, więc na pewno należała do człowieka. Zanim zdążyłam pomyśleć o czymś więcej, zostałam wciągnięta do wąskiej uliczki i Malaje prosto, wzdłuż drogi. Mimo wszystkich starań mojego wybawcy jeden z pocisków zdążył ugodzić mnie w kostkę, co spowodowało u mnie utratę energii. Biegliśmy tak i biegliśmy, a ja byłam już tak zmęczona, że nie mogłam nawet podnieść głowy. Biegłam zgięta w pół, oddychając nierówno i wpatrywałam się w nogi tego, który mnie uratował. Po butach poznałam, że to chłopak. Były to adidasy, znajome granatowe adidasy z żółtymi sznurówkami. W głębi mojego umysłu pojawiła się jakaś myśl, ale nie miałam siły się na niej skupić. Uniosłam lekko głowę o zobaczyłam, że w ręce trzyma kawałek szkła. A więc to też była jego sprawka. Wiele mu dzisiaj zawdzięczałam, gdybym tylko mogła zobaczyć jego twarz. Biegliśmy tak jeszcze kawałek, aż w końcu zatrzymaliśmy się w jakimś parku. Zdyszana oparłam ręce o kolana i spróbowałam uspokoić oddech. Po dłuższej chwili wreszcie podniosłam się i rozejrzała. Znam ten park, przechodzę przez niego bardzo często, kilka przecznic dalej znajduje się mój dom. To tak jakby on wiedział gdzie ma uciekać. Odwróciłam się błagając w myślach „Nie, proszę nie, proszę nie, proszę nie…” Jednak moje modły zdały się na nic, bo kiedy wreszcie stanęłam twarzą w twarz, zobaczyłam tylko grymas niezadowolenia na tak dobrze mi znanej, przystojnej twarzy. 

- Cześć James – powiedziałam, siląc się na sztuczny uśmiech.

- Co ty sobie myślałaś? – wybuchnął. – Wiesz co by się mogło stać, gdyby mnie tam nie było?

- Poradziłabym sobie, – warknęłam – tak się składa, że miałam wszystko pod kontrolą.

Nienawidzę siebie za ten wybuchowy charakter, ale w domu przywykłam do tego, że najlepszą obroną jest atak i teraz już nic na to nie poradzę. 

- Miałaś wszystko pod kontrolą? – prychnął. – Nie żartuj sobie ze mnie, gdyby nie ja…

- Gdyby nie ty, to co? Skoro tak cię to denerwuje to po co w ogóle mnie ratujesz? 

Już całkiem zdenerwowana, odwróciłam się na pięcie z zamiarem odmaszerowania, z godnością, w dal, ale niestety moje ciało nie interesowało się teraz czymś tak błahym jak godność, za to było niezwykle wyczerpane i odmówiło mi posłuszeństwa. W związku z czym to, co miało być godnym odwrotem, skończyło się upadkiem i poobijaniem tylnich części ciała. Westchnęłam poirytowana i spróbowałam wstać, ale niestety to też mi się nie udało. 

- Nic ci nie jest? – spytał James, kucając przy mnie.

- Nie ja tylko…

- Wskakuj – nie dał mi skończyć, odwracając się tak, bym mogła bez problemu wdrapać mu się na barana.

- Nie James, ja…

- Powiedziałem: wskakuj – dodał tonem nieznoszącym sprzeciwu.

Znów westchnęłam, świadoma porażki i złapałam się jego ramion, a on wstał i ruszyła w stronę mojego domu. Wtuliłam twarz w jego szyję i wciągnęłam powietrze, pomimo długiego biegu jego włosy nadal pachniały szamponem. Lubiłam ten zapach.

- Dziękuję – wyszeptałam skruszona – i… przepraszam.

- Nie wierze własnym uszom – zaśmiał się. – Mogłabyś powtórzyć? 

- Och, przestań – burknęłam, krzywiąc się. 

- No już, już – powiedział, a w jego głosie słyszałam, że się uśmiecha. – Nie ma za co, przecież ja… cię zawsze ratuję…

Ucieszyłam się, że nie mógł teraz zobaczyć mojej zarumienionej twarzy. Po tym wyznaniu żadne z nas nie odezwało się aż do czasu, kiedy doszliśmy do mojego domu. Zasunęłam się z jego pleców i niepewnie stanęłam na własnych nogach.

- Hm… Dzięki – mruknęłam, podchodząc do drzwi.

Przysunęłam twarz do specjalnego komputera, wbudowanego w ścianę, tak by mógł zbadać siatkówkę mojego oka. Po krótkiej chwili drzwi otworzyły się. Odchrząknęłam. 

- No to… - zaczęłam, ale zaraz urwałam i złapałam go za rękę. – Co ci się stało?

Rękaw jego szarego swetra był poplamiony na czerwono, a z ciętej rany na dłoni nadal sączyła się krew.

- To chyba ta szyba – powiedział. – Nie przejmuj się…

Nie dałam mu dokończyć, ponieważ momentalnie wciągnęłam go do domu i usadziłam kuchennym krześle. Całe moje zmęczenie nagle wyparowało. Podeszłam do apteczki i na, wbudowanym w jej drzwiczki, ekranie interaktywnym wpisałam, czego potrzebuję. Kiedy otworzyłam szafkę odpowiednia maść już tam była.

- Daj rękę – usiadłam obok chłopaka i posmarowałam jego dłoń.

Po chwili rana sama zaczęła się sklepiać. Odwróciłam wzrok, nie lubiłam na to patrzeć. Znów wstałam i podeszłam do jednej z szafek.

- Jadłeś już obiad? Może masz na coś ochotę na naleśniki? – Spytałam.

Chłopak przytaknął, a ja wstukałam nazwę dania na ekranie szafki i uchyliłam drzwiczki, przede mną stały dwa parujące talerze z naleśnikami. Postawiłam je na stole i jeszcze raz sięgnęłam do szafki, po czym wyciągnęłam dwie szklanki soku pomarańczowego. Je także przeniosłam na stół i sama przy nim usiadłam. 

- Co to? – Spytał James, kiedy zaczęliśmy jeść.

Spojrzałam na przedmiot, który wskazywał, przy okazji rejestrując, że jego rana już się zagoiła. Czarna, podniszczona skrzyneczka leżała na blacie kuchennym.

- Kolejna zabawka mojego ojca – westchnęłam, tata lubił gromadzić starocie. – Pochodzi z dwudziestego pierwszego wieku, nazywali to chyba lustrzanka, czy jakoś tak. 

Chłopak przekrzywił głowę, wpatrując się w przedmiot.

- A co to robi? – spytał.

- Chyba robiło – zaśmiałam się. – Zdjęcia, podobno… Jeśli chcesz wiedzieć jak, to musisz spytać mojego tatę, bo moim skromnym zdaniem jest to kompletnie niepraktyczne…

- Jak ma być praktyczne, skoro pochodzi z dwudziestego pierwszego wieku? Przecież wiesz jacy oni byli wtedy zacofani – stwierdził.

- No tak, to przecież oni wynaleźli roboty – wzdrygnęłam się. – Co oni sobie myśleli? 

- Chyba chcieli, żeby ich życie stało się łatwiejsze…

- I nawet nie zdawali sobie sprawy jak bardzo utrudnią tym nasze – zirytowałam się.

- Ale spójrz na to z ich perspektywy; skąd mogli wiedzieć, ze roboty się zbuntują? 

- Sugerujesz, że byli tak głupi, żeby myśleć, że roboty będą zawsze potulne jak baranki? A może…

Nie dane mi było skończyć, bo w tej chwili do domu wparował mój tata.

- Cześć dzieciaki – powiedział, uśmiechając się promiennie. – Co robicie?

Błagałam Jamesa spojrzeniem, żeby nie wspominał nic o mojej małej „wycieczce” i chyba zrozumiał bo powiedział tylko:

- Jemy naleśniki, może chce pan trochę?

- Jasne, bardzo chętnie – powiedział tata, wesołym głosem.

- Coś ty taki zadowolony? – Spytałam, stawiając przed nim talerz parujących naleśników, po czym znów zabrałam się za jedzenie swoich. 

- Usłyszałem dzisiaj bardzo dobre wieści – zaczął, zajadając się naleśnikami. – Podobno liczebność wroga niesamowicie ostatnio zmalała i mamy coraz większe szanse na odzyskanie wolności.

- Naprawdę?! – wykrzyknęłam.

Tata był kimś w rodzaju wojskowego, z tym, że w naszych czasach ludzie już nie walczą miedzy sobą, ale jednoczą się przeciwko robotom, wiec jego wiadomości zawsze były prawdziwe. Napełniona nową, optymistyczną energią, ucałowałam tatę w policzek i pobiegłam wziąć prysznic. Kiedy wróciłam, zobaczyłam, że James wstaje i chcę wyjść.

- Zaczekaj – zawołałam. – Odprowadzę cię kawałek.

Założyłam buty i już byłam gotowa do wyjścia.

- Wrócę za pół godziny, tato – oświadczyłam i razem z Jamesem wyszliśmy na dwór. 

- Czy to nie wspaniałe – zaczęłam, kiedy szliśmy tak razem, ramie w ramię. – Myślisz, że nam się uda, że będziemy wolni? – spytałam.

- Tego nikt nie wie. My możemy tylko mieć nadzieję i starać się jak najlepiej umiemy…

- Oj uwierz mi, ja się już postaram – stwierdziłam pewnie, a on się zaśmiał. – Co cię tak śmieszy? 

- Nic, nic – zapewnił. – Po prostu lubię twoje pozytywne nastawienie. Chodź, – dodał, łapiąc mnie za rękę – musisz jeszcze uratować świat.

- Żebyś się nie zdziwił – powiedziałam, po czym ścisnęłam mocniej jego dłoń i ruszyliśmy dalej.

* * *

To by było na tyle, jeśli ktoś dobrną do końca to jestem bardzo wdzięczna :P Napiszcie mi co myślicie ^^

sobota, 18 października 2014

Najwyższa pora na zmiany

Cześć kochani ^^
Wiem, że dawno nie pisałam, ale niestety nie miałam czasu i tak pozostanie przez najbliższe parę miesięcy :< Nie zmienia to faktu, że tak jak pisałam w poprzednim poście, postaram się pisać jak tylko będę mogła :)

 Jednak to, że będę pisać trochę rzadziej to nie jedyna miana jaką planuję. Prowadzę tego bloga już od ponad dwóch lat i w tym czasie ani razu nie zdarzyło mi się żałować, że go założyłam Pisanie tutaj pozbawiło mnie wyrzutów sumienia, że nie rozwijam swojego "warsztatu" i odnoszę wrażenie, że nadało moim tekstom trochę lekkości. A poza tym oczywiście jestem bardzo wdzięczna, że udało mi się poznać Was wszystkich, zawsze miło jest porozmawiać z kimś, kto ma zainteresowania podobne do ciebie, no i oczywiście w żaden sposób nie potrafię wyrazić jak wiele znaczy dla mnie wasze wsparcie we wszystkim, co tutaj robiłam :D Mimo wszystko przez te dwa lata ja zdążyłam się zmienić (na lepsze mam nadzieję) i moje zainteresowania trochę się zmieniły. Nie oznacza to oczywiście, że przestałam interesować się Azją, dramami, k-popem itp. Oczywiście, że nie! Po prostu poznawanie nowych rzeczy, rozwijanie się i dzięki temu, wprowadzanie zmian jest nieodłączną częścią życia i zazwyczaj są czymś dobrym :) Tak stało się ze mną, zmieniłam się, troszkę (mam nadzieję) dojrzałam i zaczęłam interesować się też innymi rzeczami. W związku z tym planuję też wprowadzić pewne zmiany na blogu. Nie sądzę żeby było to coś wielkiego, przynajmniej nie na razie, ale chciałam bym poszerzyć nieco tematykę. Poza tym o czym pisałam do tej pory, zaczną się pojawiać recenzje niekoniecznie azjatyckich książek, filmów, seriali, muzyki, może trochę moich bardziej personalnych przemyśleń, kto wie może od czasy do czasu wrzucę tu jakieś moje opowiadanie i... sama jeszcze nie wiem co. Oczywiście nie zapomnę o tym, od czego zaczęłam, wciąż od czasu do czasu będę pisać o dramach i konwentach... Po prostu ten blog zawsze miał odzwierciedlać mnie, zawłaszcza te strony, których nie co dzień nie pokazuję, więc chciałabym żeby wciąż tak było :) Poza tematyką, kto wie, może zmienię trochę grafikę i sam nagłówek bloga (jeśli wpadnę na jakiś genialny pomysł :P), ale to może trochę potrwać ^^

No tak, nieźle się rozpisałam, mam tylko nadzieję, że to co napisałam ma jakikolwiek sens... :P Pewnie większość tego nie przeczytała, ale reasumując chciałam tylko podziękować Wam za spędzony wspólnie czas i wsparcie i mam nadzieję, że w związku z nadchodzącymi zmianami wciąż mogę na Was liczyć :D Jeśli chcecie to napiszcie mi co o tym wszystkim myślicie i może macie jakieś propozycje co do zmian? Jakieś tematy, na które chcecie żebym się wypowiedziała? Jestem otwarta na sugestie ^^

A na koniec... Łapcie kota :P