środa, 28 stycznia 2015

Jodi Picoult

Witajcie kochani ^^
Dzisiaj chciałam podzielić się z Wami moją ulubioną autorką książek :D


Jodi Picoult (urodzona 19 maja 1966 roku w Nowym Jorku) - amerykańska autorka. Żona Tima Van Leer, matka trójki dzieci: Sammy, Kyle, Jake. Aktualnie zamieszkuje stan New Hampshire, gdzie toczy się akcja większości jej powieści. Pierwszą powieść napisała już w wieku 5 lat, nosiła tytuł "Homar, który nie zrozumiał", a następnie dwa jej opowiadania zostały opublikowane w Seventeen Magazine. Studiowała na Uniwersytecie w Princeton oraz na Harvardzie, gdzie zdobyła tytuł magistra. Jest autorką dwudziestu dwóch aktualnie wydanych powieści (z czego pięć doczekało się ekranizacji) oraz współautorką komiksu wydawnictwa DC - Wonder Woman

Pierwsza powieść Jodi jaką przeczytałam :D

W powieściach Jodi Picoult kocham wszystko od początku do końca, ale są trzy główne rzeczy, o których wyjątkowo chciałam wspomnieć w tym poście :)
Po pierwsze i to jest chyba dla mnie najważniejsze, w powieściach pani Picoult nie mam jednego głównego bohatera, ale jest ich około 4-5, czasem mniej czasem więcej. Na początku to może się wydawać uciążliwe dla czytelnika, trudno skupić się na wątku określonego bohatera i to co zdarzyło mi się przy jednej z książek - na początku zdarza się po prostu nie rozpoznawać bohaterów. Jednak po wgłębieniu się w powieści ta forma stałam się dla mnie niedoścignionym ideałem. Kiedy sama piszę marzę o tym żeby rozwinąć chociaż jednego bohatera tak jak Jodi rozwija wszystkich. Każdy z nich jest wyjątkowy, ma swój doskonale rozwinięty wątek i przede wszystkim wszystkie wątki, wcześniej czy później, splatają się w jedną idealną całość. Tak jak napisałam wcześniej moim zdaniem to jest po prostu mistrzostwo, jestem już uzależniona od takiej formy i moim marzeniem jest kiedyś napisać coś chociaż w połowie coś dobrego :)

Książka, którą czytam aktualnie ;)

Po drugie tematyka książek trafia prosto do mojego serca, mimo że trudno jest mi ją wytłumaczyć :P Są to takie obyczajowe powieści o rodzinie, miłości, często z wątkiem choroby lub wady genetycznej, od czasu do czasu zahaczające o fantastykę, jednak przede wszystkim bardzo mocno skupione na stronie psychologicznej wszystkich tych przeżyć. To jest takie moje zainteresowanie, o którym mało kto wie, lubię obserwować ludzi, często zastanawiam się o czym myślą, co się dzieje w ich głowach. Zwłaszcza jeśli chodzi o osoby, które w jakiś sposób się ode mnie różnią - fizycznie, psychicznie, poglądami lub zainteresowaniami...

Kilka wybranych powieści pani Picoult, oczywiście przeczytałam
wszystkie z powyższych (^_^) 

I na koniec coś najmniej ważnego, jednak mnie wydaje się ciekawe. Otóż, jak wcześniej wspominałam, tematyką powieści często jest czyjaś choroba, wada genetyczna, bądź tez któryś z bohaterów jest lekarzem, biologiem, genetykiem... A to jest coś w czym aktualnie siedzę (profil biologiczno-chemiczny) i bardzo mnie interesuję. W dodatku, czytając od razu można zauważyć z jaką dokładnością Jodi Picoult przykłada się do opisywania tych przypadków, każdy z nich jest poparty masą poszukiwań i badań (podobnie jest też w przypadku rozpraw sądowych, czy bohaterów, którzy wykonują zawód prawnika). W podziękowaniach bardzo często można nawet znaleźć nazwiska specjalistów, których opinii zasięgała autorka. 

To by było na tyle na dzisiaj :) Jeśli chociaż trochę zainteresowałam Was książkami Jodi to zdecydowanie zachęcam do sięgnięcia po jedną, bo przecież to nigdy nie zaszkodzi, a możecie się zakochać tak jak ja :D A może ktoś z Was już czytał coś jej autorstwa? Jeśli tak to napiszcie mi co i co o tym myślicie, a jeśli nie to napiszcie mi jacy są Wasi ulubieni autorzy i książki ^^ 

wtorek, 20 stycznia 2015

B-XmassCon 5, Kraków 20-21 Grudnia 2014

Witajcie po małej przerwie w 2015 roku :D
Dawno, dawno temu byłam na konwencie i jeszcze o tym nie pisałam, a więc najwyższa pora się za to zabrać ^^ (Tak, powinnam się uczyć i zrobię wszystko żeby tego nie robić :P)
Za wiele na tym konwencie nie zrobiłam, więc relacja będzie raczej krótka, ale i tak chciałam coś napisać :D

Konwent odbywał się w weekend przed przerwą świąteczną, więc nie musiałam przejmować się nauką i zadaniami i mogłam spokojnie się bawić :D Na miejsce dojechałam około godziny 9, postałam trochę w kolejce (co było dziwne, bo dawno nie musiałam stać w kolejce na konwent :P), ale dosyć szybko udało mi się dostać do środka. Tradycyjnie przy akredytacji zostałam zaopatrzona w zestaw małego konwentowicza, czyli opaskę, identyfikator i informator:


W środku było już odrobinę trudniej bo okazało się, że większość miejsca z sleepach została zajęta. Jednak o chwili udało nam się znaleźć wolny kąt i poszłam się przebierać. Na ten konwent wzięłam ze sobą strój, który już nosiłam tylko w zestawieniu z inną peruką (zdjęcia poniżej). Bardzo lubię ten strój, jest wygodny i podoba mi się jak wygląda, mimo że nikt mnie nie rozpoznaje :P W dodatku jestem zakochana w mojej nowej peruce i soczewkach <3 Tak się składa, że trochę sobie zaspałam i nie zdążyłam w domu zrobić sobie makijażu, więc musiałam go zrobić na konwencie, w toalecie, przy lusterku, do którego musiałam się schylać i świetle, które gasło co jakieś dwie minuty... Nie lada wyzwanie :P

Fot. Konwenty Południowe

Tak jak pisałam wcześniej nie robiłam za wiele na tym konwencie, po prostu siedziałam ze znajomymi i włóczyłam się po szkole bez celu. Na chwilę wyszłam z koleżanką na zewnątrz na małą sesję zdjęciową, ale nie wytrzymałyśmy długo bo było strasznie zimno (a przynajmniej tak mi się wydawało w koszulce z krótkim rękawem :P). Następnie udałam się na naukę walca, głównie żeby poobserwować, ale po chwil zrezygnowałam i poszłam posiedzieć z koleżanką...

Fot. VagabondLadybug

Na tym konwencie nie brałam udziału w cosplayu, więc tym razem spędziłam go na widowni. Na szczęście siedziałam w miejscu, w którym nie było tragicznie duszno, więc nawet udało mi się przetrwać :P Niestety po siedzeniu przez około godzinę na ziemi, po której wszyscy wcześniej chodzili w butach, musiałam iść się przebrać.

Fot. Konwenty Południowe

Po cospayu na mainie odbył się bal zimowy :D Muszę przyznać, że cieszę się z powrotu tego typu imprezy na konwent B-teamu, bo fajnie było potańczyć chwilę i się pobawić. Po balu znów nie robiłam nic konkretnego i ostatecznie poszłam spać.

Fot. Konwenty Południowe

W niedzielę wreszcie poszłam na jakiś panel :D Był to konkurs piosenek z bajek Disneya i nie żałuję, że na niego poszłam. Osobiście uważam, że konkursy to najlepsze atrakcje na konwentach, bo na panelach nie zawsze chce mi się siedzieć, a konkursy są jednak trochę ciekawsze (przynajmniej dla mnie). Moja drużyna zajęła trzecie miejsce :)
Po tym konkursie postanowiliśmy wrócić do domu i tak skończyła się moja przygoda z piątą edycją konwentu B-XmassCon ^^

Więcej zdjęć:
Kristos Photo&Graphy
Konwenty Południowe (by Gac)
Konwenty Południowe (by Fanghrim)
Konwenty Południowe (by Alchelor)
Konwenty Południowe (by Marcus)

A może ktoś z Was był na tym konwencie? Jak Wy się bawiliście?