niedziela, 6 listopada 2016

Październik 2016

1. Film 
Chciałam obejrzeć ten film odkąd pierwszy raz zobaczyłam trailer, ale jakoś nie mogłam się do tego zabrać przez dluższy czas, bo bałam się, że będzie smutny, a akurat nie miałam ochoty na tego typu filmy. Jednak w końcu się przekonałam i okazało się, że bardzo mi się spodobał i wcale nie był taki smutny jak się obawiałam. Naprawdę polecam wszystkim :) 

2. Serial 
W październiku znowu przeprowadziłam sie do Krakowa i przez prawie trzy tygodnie nie miałam internetu, więc był to idealny czas żeby zacząć oglądać jakiś serial. Osatetcznie trafiło na Agents of S.H.I.E.L.D. i zdecydowanie nie uważam tego czasu za stracony. Jestem wielką fanką filmów Marvela, więc ciekawy był dla mnie serial, opowiadający o zwyczajnych ludziach (do dobra tajnych agentach i super inteligentnych naukowcach), próbujących jakoś uporać się z problemami, które strwarzają ludzie podsiadający moce.

3. Muzyka 
DNCE - Cake By The Ocean
Nawet nie wiem gdzie usłyszałam tę piosenkę, ale jakoś wpadła mi do głowy i od tego czasu nie mogę się jej pozbyć XD Dlatego zarażę nią też Was, wpada w ucho i jest to dobra piosenka na imprezę.

4. YouTuber 
Ostatnio wspominałam, że bardzo wciągnęłam się w świat Drag Queen i Drag Race, a ten kanał dostarcza mi wszystkieo czego potrzebuję, żeby zaspokoić swoje uzależnienie, wycięte sceny, programy z moimi ulubionymi uczestnikami programu... 

A jak Wam minął ten miesiąc? :D

piątek, 30 września 2016

Makijaż a'la cut crease

Jak wspomniałam w poprzednim poście, naoglądałam się ostatnio reality show - RuPaul's Drag Drace, co zachęciło mnie do poeksperymentowania trochę z makijażem i wyniki bardzo mi się podobają :D


Makijaż ten jest bardzo prosty, do jego wykonania potrzebne są: brązowa kredka do oczu, w miarę dobrze napigmentowane cienie do oczu w przynajmniej dwóch odcieniach brązowego (ciemniejszy i jaśniejszy) oraz beżowe/białe, raczej gęsty podkład lub korektor, tusz do rzęs. Oczywiście ten makijaż nie może być wykonany równiej w innej kolorystyce, ja akurat miałam takie kosmetyki i takie barwy akurat mi odpowiadały.

  1. Brązową kredką rysujemy kształt litery V od 2/3 dołu powieki ruchomej, na linii rzęs, do zewnętrznego kącika i powyżej, podążając za zagięciem powieki lub trochę wyżej, prawie do kącika wewnętrznego.
  2. Ciemniejszy brązowy cień nakładamy dokładnie w miejscach, które mamy już zaznaczone kredką i delikatnie rozcieramy brzegi, zwłaszcza te na samej górze. 
  3. Jaśniejszym brązowym jeszcze bardziej rozcieramy brzegi.
  4. Na pozostałą cześć ruchomej powieki, która nie jest pokryta brązowym małym pędzelkiem nakładamy bazę do cieni, podkład lub korektor, najlepiej w jasnym odcieniu oraz o gęstej konsystencji, zdecydowanie ułatwia to cały proces.
  5. Obszar, na który nałożyliśmy podkład/korektor pokrywamy najjaśniejszym cieniem (biały, beżowy itp.) i znów bardzo delikatnie rozcieramy brzegi jaśniejszym brązowym, pozwalając jednak żeby linie pozostały dosyć mocno zaznaczone. 
  6. Jasny cieć nakładamy również pod brew i w wewnętrznym kąciku oka, a 2/3 dolnej powieki podkreślamy najciemniejszym.
  7. Wedle uznania na linie wodne nakładamy kredkę. Ja na górną nałożyłam brązową, a na dolną biała. 
  8. Dokładnie tuszujemy dolne i górne rzęsy. 
No i to na tyle, bardzo łatwy, a moim zdaniem efektowny i niesamowicie podkreślający oczy, makijaż, z którym każdy powinien dać sobie radę. 

Dajcie mi znać co sądzicie o tym makijażu oraz o postach w tej tematyce :D

piątek, 23 września 2016

Lipiec/Sierpień/Wrzesień 2016

Minęło trochę czasu i bardzo przepraszam, że tak dawno nie pisałam. Niestety tak się stało, że nie miałam ostatnio zbyt wiele czasu, ale postaram się to nadrobić :)

1. Film
Byłam na tym filmie w kinie już jakiś czas temu, ale ostatnio sobie o nim przypomniałam i postanowiłam obejrzeć jeszcze raz. Z radością stwierdzam, że nadal podoba mi się tak samo i zdecydowanie wszystkim polecam :D

2. Książka
Zaczęłam czytać tą książkę głównie dlatego, że chciałam zobaczyć czy jest aż tak zła jak ludzie twierdzą, że jest i niestety zdecydowanie się zawiodłam. Rozumiem, że jest to sztuka i jestem przekonana, że wystawiona na scenie prezentuje się zdecydowanie lepiej, ale nie mogłam znieść, niektórych dialogów, które wydawały się nieraz jak wciągnięte z bardzo słabego fanfica...

3. Serial
Moja obsesja, właściwie odkąd zaczęłam wakacje XD
Drag Race to reality show w stylu Top Model, w którym mężczyźni, którzy przebierają się za kobiety - drag queen, są poddani wielu przeróżnym zadaniom, związanym z modą, makijażem, muzyką, komedią itp. Dla mnie osobiście jest to niesamowicie ciekawy program, który oczywiście z racji swojego gatunku ma liczne wady, ale jednak go uwielbiam ponieważ pozwolił mi się zapoznać z kulturą drag queen i moimi ulubionymi królowymi, które podziwiam za ich liczne talenty.  

4. Muzyka
Twenty One Pilots - The Judge
Przez ostatnie miesiące kontynuowałam moja miłość do Twenty One Pilots i poza tą piosenką, która bardzo mi się podoba, naprawdę zachęcam do przesłuchania całej płyty.

5. YouTuber
Wiem, że kanał o malowaniu paznokci może nie wydawać się taki ciekawy, ale naprawdę polecam dać mu szansę, nie dla paznokci, ale dla poczucia humoru Cristine :D

A jak Wam minęły wakacje? 

sobota, 23 lipca 2016

SerialCon 2016

Dawno, dawno temu (30.04 - 01.05.2016) byłam sobie na serialowym konwencie - SerialConie w ramach i pod opieką festiwalu NETIA OFF CAMERA w Krakowie w Pałac pod Baranami i jakoś tak wyszło, że nic jeszcze o nim nie napisałam, ale bardzo chciałam napisać, więc lepiej późno niż wcale :P


Niestety tak się złożyło, że mogłam uczestniczyć w imprezie tylko pierwszego dnia i byłam na następujących panelach:

  • Być albo nie być w fandomie. O pułapkach oglądania "uczestniczącego"
  • I że cię nie opuszczę aż do śmierci... Zombie jako bohaterowie seriali
  • Television Horror Story. Rzecz o serialach grozy
  • Dziewczyny? To skomplikowane. O kobietach, dziewczynach i emancypacji w najnowszych serialowych produkcjach

Moimi ulubionymi z powyżej wymienionych były dwa pierwsze, dziewczyny prowadzące je mówiły w naprawdę ciekawy i lekki sposób, były dobrze przygotowane i miały interesujące opinie na różne tematy, ale też nie czułam się jak na wyuczonym wykładzie, na którym nie można się odezwać.


Ogólnie moje odczucia są po raz kolejny bardzo pozytywne, impreza zorganizowana profesjonalnie i strasznie się cieszę, że ktoś w ogóle wpadł na pomysł zorganizowania konwentu serialowego. W związku z tym jeśli ktoś z Was jeszcze się zastanawia czy wybrać się na kolejną edycję to serdecznie zachęcam. Większość z nas ogląda jakieś seriale a na SerialConie można się dowiedzieć o nich więcej, poznać podobne lub nawet spotkać ludzi, którzy interesują się tym samym co my. W dodatku jeśli mieszkacie w pobliżu Krakowa to nie jest to wielkie zobowiązanie, wejściówki są darmowe, więc można wpaść dosłownie na dwie godziny na panel, który Was interesuje i wrócić do domu :)

A może ktoś z Was był na SerialConie? W każdym razie mam nadzieję spotkać kogoś na kolejnym ^^

środa, 13 lipca 2016

Czerwiec 2016

Można powiedzieć, że na razie mam spokój ze studiami, przynajmniej na jakiś czas, więc w tym miesiącu postaram się pisać trochę więcej, ale na razie - podsumowanie czerwca :D

1. Film

W tym miesiącu nie oglądałam chyba żadnego filmu poza tym XD Polecam, ponieważ ja się przy nim uśmiałam, ale trzeba zdecydowanie podejść do niego z dystansem.

2. Serial
Serial, który oglądam już od jakiegoś czasu ale jakoś zawsze były lepsze do opisania w podsumowaniu. Jednak w tym miesiącu oglądałam same seriale, które już się tutaj pojawiły, więc postanowiłam, że wreszcie pora na "Young & Hungry". Całkiem niezła, lekka komedia, opowiadająca o biednej kucharce i milionerze. 

3. Muzyka
Twenty One Pilots - Heavydirtysoul
Nie tylko ta jedna piosenka, ale cały album "Blurryface" powinien się tutaj pojawić, ponieważ miałam na jego punkcie obsesję w ostatnim miesiącu. Zdecydowanie wszystkim polecam :D

4. YouTuber
Oglądam Grace i Hannah, więc jak mogłabym nie oglądać Mamrie :D Bardzo zabawny kanał poświęcony między innymi drinkom i żartom słownym.

5. W tym miesiącu...
Trochę rysowałam. Nie są to jakieś dzieła sztuki, ale sprawia mi to dużo frajdy i nie czuję się zupełnie bezużyteczna XD Jeśli macie ochotę obejrzeć więcej moich prac, zapraszam na mojego DeviantARTa lub Tumblra ^^

A jak Wam minął ten miesiąc?

niedziela, 12 czerwca 2016

Maj 2016

Sesja się zbliża, więc niestety nie mam zbyt wiele czasu, ale chciałam napisać przynajmniej jednego posta w tym miesiącu i obiecać, że od lipca zacznę pisać więcej :)

1. Film
Jestem wielką fanką filmów Marvela, więc oczywiście musiałam wybrać się do kina na najnowszego Kapitana Amerykę. Fabularnie za wiele się w tym filmie nie stało, w sumie bohaterowie głównie się kłócili i trochę sobie powalczyli, ale pod względem humoru wcale się nie zawiodłam. Do Avengersów dołączyły nowe postacie takie jak Ant-Man i Spiderman zapewniając nam porządną dawkę śmiechu :D

2. Książka
Dopiero niedawno zaczęłam czytać tę książkę, a tak jak pisałam wcześniej, niestety ostatnio nie mam na nic czasu, więc jestem dopiero na początku, ale do tej pory moja ulubiona autorka wcale mnie nie zawiodła. Książka opowiada o chłopaku, który od dziecka był prześladowany przez swoich rówieśników i pewnego dnia postanawia się na nich zemścić. 

3. Serial
Nie trzeba nawet oglądać "Gry o Tron", żeby wiedzieć co to za serial i o czym jest, ja wciągnęłam się jakieś trzy lata temu i mimo że miał swoje słabsze momenty wciąż oglądam. Moimi ulubionymi postaciami są Tyrion, Daenerys, Sansa, Brienne i Podrick :D

4. YouTuber
Willam jest jedną z bardziej znanych Drag Queen, ale również posiada swój kanał na YouTube, na którym znajduje się między innymi seria filmików "Willam's Beatdown", którą ja ostatnio pochłonęłam w zaledwie kilka dni. Jest to specyficzny rodzaj humoru, zdecydowanie nie przeznaczony dla osób wrażliwych, trzeba do tego podejść z dystansem. 

5. Muzyka
Twin Forks - Back To You
Chyba już kiedyś wspominałam o tym zespole i od tego czasu moje uczucia się nie zmieniły, Zdecydowanie polecam :D

A jak Wam minął ten miesiąc? Może macie jakieś posty, które chcielibyście zobaczyć na tym blogu w lipcu?

czwartek, 5 maja 2016

Kwiecień 2016

Kolejny miesiąc dobiegł końca, nie za wiele się działo, głównie nauka, ale pora na jego podsumowanie :D

1. Film 
Obejrzałam ten film dopiero kilka dni temu i wydał mi się naprawdę ciekawy. Jennifer Lopez gra dorosłą kobietę, która ma chwilę słabości z chłopakiem niewiele starszym od jej syna, który po tym incydencie zaczyna mieć na jej punkcie obsesję. 

2. Serial 
Lucyfer znudził się piekłem i postanowił otworzyć klub nocny w Los Angeles, gdzie poznaje intrygującą panią detektyw. Serial idealny dla kogoś, kto nie chcę się zobowiązywać na długi czas, ponieważ póki co ma tylko jeden sezon, ale je teraz z niecierpliwością czekam na kolejny. 

3. Muzyka 
Troye Sivan - Heaven (ft. Betty Who)
Troye Sivan po raz kolejny w podsumowaniu miesiąca i powiem tylko, że naprawdę warto przesłuchać tę piosenkę oraz cały album.

4. YouTuber 
Kanał idealny zarówno dla miłośników jak i krytyków kina, ukazuje wielkie i prawie niezauważalne "grzechy" popełnione w popularnych filmach. 

A jak Wam minął ten miesiąc?

czwartek, 28 kwietnia 2016

Proste i szybkie brownie w kubku

Miałam ostatnio niesamowicie dużo nauki, więc niestety nie miałam czasu, żeby pisać, ale teraz kiedy znalazłam chwilę postanowiłam podzielić się z Wami czymś, co umila mi długie wieczory spędzone z nauką. Nie jest to specjalnie odkrywczy, ani super smaczny deser, ale jest bardzo prosty i szybki do przygotowania :D


Składniki:
2 łyżki masła, 
2 łyżki mleka, 
3-4 łyżki cukru,
2 łyżki kakaa, 
4 łyżki mąki (można część zamienić na owsiankę), 
szczypta soli.

Przygotowanie:
Topimy masło i następnie łączymy z mlekiem, cukrem i szczyptą soli. Dodajemy kakao i mieszamy, na koniec dodajemy mąkę i mieszamy dokładnie, aż nie będzie żadnych grudek. Wstawiamy do mikrofalówki na 1-3 minut, po około minucie polecam sprawdzać konsystencję co 30 sekund i samodzielnie zdecydować jaka najbardziej Wam odpowiada.  

Porcja idealna żeby się z kimś podzielić lub na długą noc spędzoną z chemią :D

sobota, 2 kwietnia 2016

Marzec 2016

Nie miałam w tym miesiącu zbyt wiele czasu, ani motywacji do pisania, ale bardzo nie chciałam przerywać tej serii ponieważ daje mi ona możliwość nawiązywania z Wami rozmowy i dlatego ją bardzo lubię, mam nadzieję, że Wy też :)

1. Film
Nie chce mi się wierzyć, że są ludzie, którzy nie oglądali lub chociaż nie słyszeli o Juno, osobiście oglądałam co najmniej pięć razy i za każdym razem podoba mi się tak samo. Bardzo zabawna, ale też dająca do myślenia historia ekscentrycznej nastolatki, która przypadkiem zachodzi w ciążę i radzi sobie z tym na swój sposób. 

2. Serial 
Kiedyś, gdzieś, przypadkiem wpadłam na listę seriali, które wyszły w poprzednim roku i stwierdziłam, że co mi zaszkodzi jeden sezon. Ten serial zwrócił na siebie moją uwagę, ponieważ opowiada o świecie, w którym w praktycznie każdym domu można znaleźć osobistego robota i o tym jak różni ludzie je traktują. Serdecznie polecam, jest krótki i bardzo wciąga. 

Serial opowiadający historię ósemki ludzi z przeróżnych części świata, którzy jakimś cudem nagle stają się połączeni umysłami. 
Od dawna zbierałam się, żeby obejrzeć ten serial, ale jakoś mnie do siebie nie przekonywał i jeśli ktoś z Was ma podobne odczucia to zdecydowanie polecam jednak obejrzeć. Serial jest niesamowicie wciągający, wszyscy bohaterowie bardzo dobrze dopracowani, a sceny w których łączą się umysłami są świetnie zrobione.

3. Muzyka
Shawn Mendes (Jon Cozart Cover) - Stitches
Jon tak na mnie działa, że jego wersja podoba mi się zdecydowanie bardziej niż oryginał, zdecydowanie polecam posłuchać obydwu. 

4. YouTuber 
Znałam Nikki już od jakiegoś czasu, dzięki Grace Helbig, ale dopiero w tym miesiącu zaczęłam oglądać jej filmiki i zdecydowanie nie żałuję. Jeśli tak jak ja lubicie właśnie Grace, to nie zawiedziecie się na Nikki, jest bardzo zabawna, sarkastyczna, idealnie w moim typie. Najbardziej polecam serię jej filmików Tasty Tuesdays :D

A jak Wam minął ten miesiąc? :)

sobota, 12 marca 2016

Pasztet z soczewicy i marchewki

Powinnam się uczyć, więc naturalnie znalazłam sobie coś innego do roboty i spróbowałam nowego przepisu. Mówiłam już o tym większości moich znajomych, a teraz postanowiłam podzielić się tym jeszcze z Wami, ponieważ zakochałam się w tym przepisie, chociaż zupełnie się tego nie spodziewałam :)


Składniki:

- niecała szklanka czerwonej soczewicy,
- 3 średniej wielkości marchewki,
- 1 mała cebula,
- 1/4 papryki,
- 2 jajka,
- 2-3 łyżki oleju rzepakowego,
- 1 łyżeczka słodkiej papryki,
- pół łyżeczki pieprzu,
- pół łyżeczki soli,
- pół łyżeczki curry.

Sposób przygotowania: 

Soczewicę gotujemy, według zaleceń na opakowaniu. Marchewkę, cebulę i paprykę ścieramy na tarce z dużymi oczkami lub wkładamy do blendera, a następnie podsmażamy na patelni aż zmiękną. Łączymy marchewkę z soczewicą i doprawiamy solą, pieprzem, papryką i curry wedle uznania, masa powinna w tej chwili mieć wyrazisty smak. Wbijamy dwa jajka i dokładnie mieszamy, następnie wlewamy na małą blachę, wyłożoną papierem do pieczenia i pieczemy przez ok. 45 minut w piekarniku nagrzanym do 200°C. Po ostudzeniu pasztet jest gotowy do jedzenia. 

poniedziałek, 29 lutego 2016

Luty 2016

Ostatni dzień lutego, więc najwyższa pora na jego podsumowanie :D

1. Film
Jestem fanką filmów Marvela, więc prędzej, czy później musiałam obejrzeć ten film i w lutym udało mi się nawet wybrać na niego do kina. Ogólnie bardzo mi się podobał, chociaż gdyby decyzja należała do mnie to darowałabym sobie kilka niezbyt śmiesznych żartów. Mimo to świetnie się bawiłam i polecam wszystkim fanom Marvela oraz komedii :D

2. Książka

Chciałam przeczytać jakąś książkę tej autorki już od bardzo, bardzo dawna, ale jakoś nigdy do tej pory mi się nie udało. Jednak parę miesięcy temu zdobyłam dwie części Trylogii Czarnego Maga, po promocyjnej cenie, w Biedronce i nareszcie miałam czas zabrać się za ich czytanie. Na razie przeczytałam pierwszą część i bardzo mi się spodobała. Zdecydowanie nie jest to moja ulubiona książka, ale wciągnęłam się i chcę wiedzieć co stanie się dalej.

3. Serial


Sama nie wiem co powiedzieć... Obejrzałam dwa sezony w trzy dni i dalej oglądam. Serial niesamowicie wciągający, chociaż tematyka ostatnio bardzo oblegana i większość postaci aż się prosi, żeby je znienawidzić (przynajmniej moim zdaniem). Mimo wszystko ja oglądam dalej i jeśli lubicie uniwersum post apokaliptyczne to zachęcam do rzucenia okiem na "The 100".

4. Muzyka

Sia - Bird Set Free
Natrafiłam na tę piosenkę podczas oglądania filmików z "The Ellen DeGeneres Show" i na początku jakoś szczególnie mi się nie spodobała. Później jednak, z takiego czy innego powodu, przesłuchałam ją jeszcze kilka razy i kompletnie się zakochałam...

5. YouTuber

Aż trudno mi uwierzyć, że nie pisałam jeszcze o Paincie. Jeśli zapuściliście się choć raz w odmęty YouTube to zapewne natrafiliście na jego na jego najsławniejsze filmiki - "After Ever After". Jeśli nie to odsyłam Was do nich teraz, naprawdę warto, są niesamowicie śmieszne, a sam Jon ma moim zdaniem wielki talent :D

A jak Wam minął ten miesiąc? 

środa, 24 lutego 2016

Studia, część I

Witajcie, jest bardo duże prawdopodobieństwo, że ten post został napisany bardziej dla mnie niż dla Was, ale stwierdziłam, że ja go potrzebuję, a jeśli spodoba się lub będzie on coś znaczył dla chociaż jednej osoby poza mną to świetnie :D


Jeśli czytacie tego bloga regularnie to pewnie wiecie, że w październiku 2015 roku rozpoczęłam studia i prawie trzy tygodnie temu zaliczyłam ich pierwszy semestr. W związku z tym chciałam spisać tutaj swoje wrażenie po pierwszym semestrze, żebym sama mogła kiedyś do nich wrócić i zaobserwować zmiany, a może zainteresuje to kogoś z Was, kto też niedawno zaczął studia lub niedługo je zacznie.

Zacznijmy może od tego, że studiuję dietetykę i szczerze mówiąc wciąż nie wiem, czy to był dobry wybór. Będąc w liceum bardzo długo nie mogłam się zdecydować co chcę studiować, byłam na profilu biologiczno-chemicznym, więc naturalnie chciałam wciąż edukować się w tym kierunku, ale nie miałam pojęcia co dokładnie. Od początku wiedziałam, że medycyna nie jest dla mnie i nigdy nie okłamywałam się, że miałabym nawet szansę się dostać... Ale nie zależało mi. Przez jakiś czas poważnie rozważałam farmację, ale ostatecznie stwierdziłam, że za dużo w tym chemii. Na moich aktualnych studiach chemia nie opuszcza mnie aż do końca, ale to już nieważne. Dietetykę "wymyśliłam sobie" może na miesiąc przed maturą. Wielokrotnie męczona przez rodzinę pytaniami co dalej planuję, stwierdziłam, że przecież lubię jedzenie (idiotyczny powód), jest to zawód zdobywający coraz większą popularność i wydaje mi się dosyć ciekawy. Po pierwszym semestrze, wciąż nie wiem nic o dietetyce, za to potrafię rozwiązać taką raczej łatwą całkę i względnie opanowałam miareczkowanie (ale o tym niżej). Nie czuję się źle na tych studiach, nie mam specjalnej ochoty ich zmieniać i zaczynać od nowa (a przede wszystkim nie mam ochoty ani pomysłu na nowy kierunek), ale nie mam zielonego pojęcia czy dietetyka to coś co chcę robić w przyszłości i czy nie będę w tym kompletnie beznadziejna... Takie myśli krążą po mojej głowie, ale szczerze mówiąc pewnie nie miałabym na tyle odwagi, żeby teraz (a tym bardziej później) zrezygnować i zacząć od nowa. I błagam, nie bierzcie ze mnie przykładu.


Pierwszy semestr nie był specjalnie trudny, ale też nie był łatwy. Można by powiedzieć, że był taką powtórką/kontynuacją liceum, chociaż z małymi niespodziankami. Najważniejszym przedmiotem na pierwszym roku jest u nas chemia (w pierwszym semestrze nieorganiczna), przed którą tak próbowałam uciec. Mimo że bardzo nie wierzyłam w swoje siły, jeśli chodzi o ten przedmiot to byłam mile zaskoczona kiedy się okazało, że większość, przewidzianego na ten semestr, programu nie sprawia mi problemu. Co oczywiście nie znaczy, że nie musiałam się uczyć. O nie... Po prostu nie musiałam się uczyć od podstaw, kiedy niektórzy z moich znajomych, musieli się uczyć rzeczy, które ja pamiętam jeszcze z gimnazjum. Laboratoria okazały się całkiem ciekawe, chociaż okropnie stresujące. Nie chcę zabrzmieć przemądrzale, ale jeśli mam być szczera to egzamin z chemii, którym wszyscy nas tak straszyli, trochę mnie zawiódł, bo dla mnie osobiście ważniejsze jest coś zrozumieć niż po prostu nauczyć się reakcji na pamięć i ją przepisać. Ale może mówię tak tylko dlatego, że nie lubię się uczyć na pamięć. Najważniejsze jest dla mnie, że zdałam chemię w pierwszym terminie i w związku z tym obiecałam sobie, że nie będą narzekać.

Zanim opiszę coś co mnie zaskoczyło i sprawiło mi trochę trudności, jeszcze raz zaznaczę, że wcale nie uważam siebie za jakąś specjalnie mądrą. Może po prostu do tej pory miałam szczęście, ale bardzo trudno mi było się przyzwyczaić do tego, że muszę się uczyć matematyki. Ten przedmiot nigdy nie sprawiał mi problemu (oczywiście na poziomie podstawowym) i do tej pory wystarczało mi uważanie na zajęciach i zrobienie zadania domowego od czasu do czasu. A tutaj niespodzianka! Nie tyle program był jakiś bardzo trudny, co po prostu mieliśmy bardzo mało czasu na jego opanowanie (na drugich zajęciach zrobiliśmy pięć działów z podręcznika) oraz czasami odnosiłam wrażenie, że prowadzący zakładali, że umiemy więcej niż rzeczywiście umieliśmy. Jednak po raz kolejny stwierdzam, że nie mogę narzekać, ponieważ pani doktor, która prowadziła z nami zajęcia była cudownie wyrozumiałą kobietą, za którą po prostu niekiedy nie nadążałam. Ostatecznie, po wielu staraniach, dzięki pozytywnej ocenie z ćwiczeń, udało mi się zostać zwolnioną z egzaminu z matematyki.


Pozostałe przedmioty jakoś szczególnie się nie wyróżniały. Filozofia przyrody odbywała się o siódmej rano i bardzo dobrze się na niej spało. Moją największą porażką w tym semestrze było niedotarcie na zajęcia terenowe z ekologii (problemy z autobusem), co ostatecznie nie było aż takie strasznie jak mi się wydawało, ale oczywiście spowodowało u mnie niewielkie załamanie nerwowe. Wszystko skończyło się dobrze, ale prześladowało mnie to przez jakieś dwa miesiące, a ja przez to prześladowałam tym innych (przepraszam). Odkryłam, że bardzo często wysiedzenie półtora godziny na wykładzie było dla mnie wyzwaniem, nie wspominając już o ponad dwu godzinnych zajęciach z matematyki, ale poza tym dosyć szybko przyzwyczaiłam się do tego trybu życia.
Przeprowadzka do Krakowa też nie okazała się dla mnie jakaś specjalnie drastyczna, oczywiście na początku trochę tęskniłam za domem i moją rodziną, a współlokatorzy już zaczynają mnie denerwować, ale poza tym zdecydowanie podoba mi się życie samej (chociaż wewnętrznie dręczy mnie wyciąganie pieniędzy od rodziców). Oczywiście, jako że jestem osobą, która potrafi zgubić się z drodze do domu, odnalezienie się w Krakowie było dla mnie nie lada wyzwaniem (raz się zgubiłam i przez to spóźniłam godzinę na WF), ale myślę, że już w miarę zaczynam ogarniać podstawy przedostania się z mieszkania na uczelnię i z powrotem.

Jako osoba niesamowicie nieśmiała i zamknięta w sobie, miałam i wciąż mam niemałe problemy z zawieraniem nowym znajomości. Teraz jest już trochę lepiej niż było na początku, znam i jestem w stanie porozmawiać z większością ludzi z mojego kierunku i mam nawet kilka osób, które lubię i wydaje mi się, że one lubią mnie, ale jest to taka bardzo powierzchowna znajomość. Rozmawiamy głównie o studiach i przede wszystkim, co jest dla mnie problemem przy poznawaniu wielu ludzi, większość z nich nie rozumie mojego poczucia humoru... Lubię sobie wmawiać, że jestem dosyć zabawna i jest to moja zaleta, ale jak mam zdobywać nowych znajomych, kiedy oni nie rozumieją moich żartów? Jest to dla mnie niesamowicie frustrujące, ale naprawdę się staram i myślę, że w końcu się uda.


Patrząc na to teraz, początek studiów nie był taki straszny, chociaż na pewno wydawał się taki przed i w trakcie i teraz znów boję się tego co nadejdzie. Jeśli miałabym powiedzieć coś do ludzi, którzy są na tym samym etapie co ja, albo dopiero wybierają się na studia, to zdecydowanie powiedziałabym, żebyście się nie bali (aż tak bardzo). Jakoś się ułoży, czasem trzeba się więcej pouczyć albo pokombinować, ale w końcu dacie radę i będzie lepiej, a kiedyś o tym pomyślicie i wyda wam się śmieszne. Jeśli jednak wiecie, że wasz wybór był błędem i nagle okazało się, że odnaleźliście inną pasję w życiu nie bójcie się zmienić zdania. Dajcie sobie trochę czasu na przemyślenie tego dokładnie, naprawdę warto jest dotrwać do końca semestru, a jeśli wtedy dalej będziecie twierdzić, że chcecie coś zmienić to nie ma na co czekać, ja życzę wam powodzenia.

Dodam jeszcze, że nigdy nie miałam tak przewrażliwionych na swoim punkcie nauczycieli jak teraz. Trzeba uważać, żeby nie nazwać ich złym tytułem, obrażają się jeśli na ich "niesamowicie ciekawych" nieobowiązkowych wykładach jest za mało osób, albo ktoś się spóźnia... Ale oczywiście nie wszyscy.

piątek, 12 lutego 2016

It's Okay, That's Love

Tak ja obiecywałam, najwyższa pora na moją recenzję dramy It's Okay, That's Love :)


Fabuła:

Nikt nie jest idealny, każdy ma swoje problemy, Ta drama jest aż przepełniona ludźmi, którzy lepiej lub gorzej radzą sobie ze swoimi, niekiedy naprawdę poważnymi problemami. Z jednej strony mamy Ji Hae So - psychiatrę, która z powodu traumy z przeszłości (cóż za nowość), boi się kontaktu fizycznego z mężczyznami, a z drugiej Jang Jae Yeol - sławnego pisarza i DJa w radiu, który jak się okazuje też nie ma w życiu lekko. Los tak chciał, że dwójka bohaterów spotyka się w programie telewizyjnym i momentalnie nie przypada sobie do gustu. Kolejne wydarzenia decydują jednak o tym, że Hae So i Jae Yeol muszą razem zamieszkać, co daje im okazję, żeby się lepiej poznać.

Bohaterowie:

Ji Hae Soo
Główna bohaterka, pracuje w szpitalu jako psychiatra, jej życie utrudnia fakt, że na myśl o pocałowaniu swojego chłopaka przechodzą ją dreszcze. 

Gra ją Gong Hyo Jin.

Oh So Nyeo
Dziewczyna, która tak właściwie się przyplątała i wreszcie uczy się życia. 

Gra ją Lee Sung Kyung.

Lee Yeong Jin
Starsza koleżanka z pracy Hae Soo, była żona Jo Dong Min. 

Gra ją Jin Kyung.


Jang Jae Yeol
Główny bohater, sławny pisarz i DJ, jego brat jest w więzieniu i za każdym razem jak wychodzi to próbuje go zabić, więc rozumiecie, że facet ma trochę problemów na głowie.

Gra go Jo In Sung. 

Jo Dong Min
Starszy kolega z pracy Hae Soo, to w jego domu wszyscy mieszkają.

Gra go Sung Dong Il

Park Soo Kwang
Przyjaciel Dong Min, również z nim mieszka, ma zespół Tourettai nie ma szczęścia z kobiet. 

Gra go Lee Kwang Soo. 

Han Kang Woo
Chłopak, który przyczepił się do Jae Yeola, prze co później zaczęli się przyjaźnić.  

Gra go Do Kyung Soo.

Moje wrażenia:

Osobiście, mimo że oglądałam tę dramę prawie dwa miesiące temu, wciąż jestem w niej zakochana i zdecydowanie obejrzałabym ją po raz kolejny. Bardzo podoba mi się historia grupy dorosłych ludzi, która nie tylko skupia się na wątku miłosnym, który jest obecny i bardzo ważny, ale też na ich przyjaźni, pracy, szczęściu i przede wszystkim zdrowiu psychicznym. Poza tym, że mamy w tej dramie kilka różnych, bardziej lub mniej wciągających, wątków posiada ona też coś, czego często brakuje mi w koreańskich dramach, czyli nieco bardziej rozbudowanych bohaterów drugoplanowych. Zazwyczaj w Kdramach mamy dwójkę głównych bohaterów i to w okół nich głównie toczy się fabuła, czasem mamy kilka innych postaci, które pojawiają się na chwilę, z reguły po to żeby albo powspierać albo uprzykrzyć życie głównych bohaterów. Nie mówię oczywiście, że tak jest zawsze, bo jest wiele wyjątków od tej reguły i ta drama jest ich świetnym przykładem, ale jest to jeden z wielu utartych schematów w koreańskich dramach. W It's Okay, That's Love mamy właśnie grupę bohaterów (nie wymieniłam wszystkich powyżej), którzy posiadają jakąś historię i więcej niż dwie cechy charakteru, co dla mnie jest bardzo miłą odmianą.


Kolejnym elementem tej dramy, który bardzo mi się podobał, jest jak już pewnie wiecie muzyka. Typowe dla Kdram smętne kawałki mamy tutaj zastąpione żywszą, zdecydowanie wpadającą w ucho muzyką, której ja właśnie słucham. Wymieniałam już moje ulubione piosenki w podsumowaniach miesiąca, ale dla pewności zrobię to jeszcze raz :P

Family of the Year - Hero
Twin Forks - Cross My Mind
The Killin' Time Band - Heavy

Jednym z niewielu wątków, której w tej dramie mi się nie podobały, był wątek związany z bratem Jang Jae Yeola, ponieważ, mimo że wyjaśniał on wiele późniejszych wydarzeń i pozwalał nam lepiej zrozumieć Jae Yeola, to moim zadaniem był po prostu strasznie nudny, do tego stopnia, że bez wyrzutów sumienie i obaw, że czegoś nie zrozumiem, przewijałam te sceny. Jednak, biorąc po uwagę całokształt, jestem w stanie pominąć ten wątek i drama wciąż pozostaje jedną z moich ulubionych.


Trudno mi powiedzieć co konkretnie podobało mi się w tej dramie, bez zdradzania szczegółów jej fabuły, jednak zdecydowanie ją wszystkim polecam. Naprawdę warto obejrzeć dla niebanalnych i nieschematycznych bohaterów zarówno głównych, jak i drugoplanowych, dla świetnych aktorów, dla fabuły, która nie skupia się tylko i wyłącznie na wątku romantycznym, ale też dla dojrzałego i ładnie zbudowanego romansu, dla wątków komediowych i dramatycznych i oczywiście dla, wspomnianej przeze mnie wiele razy wspaniałej ścieżki dźwiękowej i wiele wiele więcej.


Dramę oceniam na 10/10.
Oglądałam na stronie VIKI, gdzie dostępna jest zarówno z polskimi jak i angielskimi napisami :D

Wow, dawno nie pisałam o dramach... Co sądzicie o tym poście? Chcecie takich więcej? A co myślicie o dramie?