środa, 24 lutego 2016

Studia, część I

Witajcie, jest bardo duże prawdopodobieństwo, że ten post został napisany bardziej dla mnie niż dla Was, ale stwierdziłam, że ja go potrzebuję, a jeśli spodoba się lub będzie on coś znaczył dla chociaż jednej osoby poza mną to świetnie :D


Jeśli czytacie tego bloga regularnie to pewnie wiecie, że w październiku 2015 roku rozpoczęłam studia i prawie trzy tygodnie temu zaliczyłam ich pierwszy semestr. W związku z tym chciałam spisać tutaj swoje wrażenie po pierwszym semestrze, żebym sama mogła kiedyś do nich wrócić i zaobserwować zmiany, a może zainteresuje to kogoś z Was, kto też niedawno zaczął studia lub niedługo je zacznie.

Zacznijmy może od tego, że studiuję dietetykę i szczerze mówiąc wciąż nie wiem, czy to był dobry wybór. Będąc w liceum bardzo długo nie mogłam się zdecydować co chcę studiować, byłam na profilu biologiczno-chemicznym, więc naturalnie chciałam wciąż edukować się w tym kierunku, ale nie miałam pojęcia co dokładnie. Od początku wiedziałam, że medycyna nie jest dla mnie i nigdy nie okłamywałam się, że miałabym nawet szansę się dostać... Ale nie zależało mi. Przez jakiś czas poważnie rozważałam farmację, ale ostatecznie stwierdziłam, że za dużo w tym chemii. Na moich aktualnych studiach chemia nie opuszcza mnie aż do końca, ale to już nieważne. Dietetykę "wymyśliłam sobie" może na miesiąc przed maturą. Wielokrotnie męczona przez rodzinę pytaniami co dalej planuję, stwierdziłam, że przecież lubię jedzenie (idiotyczny powód), jest to zawód zdobywający coraz większą popularność i wydaje mi się dosyć ciekawy. Po pierwszym semestrze, wciąż nie wiem nic o dietetyce, za to potrafię rozwiązać taką raczej łatwą całkę i względnie opanowałam miareczkowanie (ale o tym niżej). Nie czuję się źle na tych studiach, nie mam specjalnej ochoty ich zmieniać i zaczynać od nowa (a przede wszystkim nie mam ochoty ani pomysłu na nowy kierunek), ale nie mam zielonego pojęcia czy dietetyka to coś co chcę robić w przyszłości i czy nie będę w tym kompletnie beznadziejna... Takie myśli krążą po mojej głowie, ale szczerze mówiąc pewnie nie miałabym na tyle odwagi, żeby teraz (a tym bardziej później) zrezygnować i zacząć od nowa. I błagam, nie bierzcie ze mnie przykładu.


Pierwszy semestr nie był specjalnie trudny, ale też nie był łatwy. Można by powiedzieć, że był taką powtórką/kontynuacją liceum, chociaż z małymi niespodziankami. Najważniejszym przedmiotem na pierwszym roku jest u nas chemia (w pierwszym semestrze nieorganiczna), przed którą tak próbowałam uciec. Mimo że bardzo nie wierzyłam w swoje siły, jeśli chodzi o ten przedmiot to byłam mile zaskoczona kiedy się okazało, że większość, przewidzianego na ten semestr, programu nie sprawia mi problemu. Co oczywiście nie znaczy, że nie musiałam się uczyć. O nie... Po prostu nie musiałam się uczyć od podstaw, kiedy niektórzy z moich znajomych, musieli się uczyć rzeczy, które ja pamiętam jeszcze z gimnazjum. Laboratoria okazały się całkiem ciekawe, chociaż okropnie stresujące. Nie chcę zabrzmieć przemądrzale, ale jeśli mam być szczera to egzamin z chemii, którym wszyscy nas tak straszyli, trochę mnie zawiódł, bo dla mnie osobiście ważniejsze jest coś zrozumieć niż po prostu nauczyć się reakcji na pamięć i ją przepisać. Ale może mówię tak tylko dlatego, że nie lubię się uczyć na pamięć. Najważniejsze jest dla mnie, że zdałam chemię w pierwszym terminie i w związku z tym obiecałam sobie, że nie będą narzekać.

Zanim opiszę coś co mnie zaskoczyło i sprawiło mi trochę trudności, jeszcze raz zaznaczę, że wcale nie uważam siebie za jakąś specjalnie mądrą. Może po prostu do tej pory miałam szczęście, ale bardzo trudno mi było się przyzwyczaić do tego, że muszę się uczyć matematyki. Ten przedmiot nigdy nie sprawiał mi problemu (oczywiście na poziomie podstawowym) i do tej pory wystarczało mi uważanie na zajęciach i zrobienie zadania domowego od czasu do czasu. A tutaj niespodzianka! Nie tyle program był jakiś bardzo trudny, co po prostu mieliśmy bardzo mało czasu na jego opanowanie (na drugich zajęciach zrobiliśmy pięć działów z podręcznika) oraz czasami odnosiłam wrażenie, że prowadzący zakładali, że umiemy więcej niż rzeczywiście umieliśmy. Jednak po raz kolejny stwierdzam, że nie mogę narzekać, ponieważ pani doktor, która prowadziła z nami zajęcia była cudownie wyrozumiałą kobietą, za którą po prostu niekiedy nie nadążałam. Ostatecznie, po wielu staraniach, dzięki pozytywnej ocenie z ćwiczeń, udało mi się zostać zwolnioną z egzaminu z matematyki.


Pozostałe przedmioty jakoś szczególnie się nie wyróżniały. Filozofia przyrody odbywała się o siódmej rano i bardzo dobrze się na niej spało. Moją największą porażką w tym semestrze było niedotarcie na zajęcia terenowe z ekologii (problemy z autobusem), co ostatecznie nie było aż takie strasznie jak mi się wydawało, ale oczywiście spowodowało u mnie niewielkie załamanie nerwowe. Wszystko skończyło się dobrze, ale prześladowało mnie to przez jakieś dwa miesiące, a ja przez to prześladowałam tym innych (przepraszam). Odkryłam, że bardzo często wysiedzenie półtora godziny na wykładzie było dla mnie wyzwaniem, nie wspominając już o ponad dwu godzinnych zajęciach z matematyki, ale poza tym dosyć szybko przyzwyczaiłam się do tego trybu życia.
Przeprowadzka do Krakowa też nie okazała się dla mnie jakaś specjalnie drastyczna, oczywiście na początku trochę tęskniłam za domem i moją rodziną, a współlokatorzy już zaczynają mnie denerwować, ale poza tym zdecydowanie podoba mi się życie samej (chociaż wewnętrznie dręczy mnie wyciąganie pieniędzy od rodziców). Oczywiście, jako że jestem osobą, która potrafi zgubić się z drodze do domu, odnalezienie się w Krakowie było dla mnie nie lada wyzwaniem (raz się zgubiłam i przez to spóźniłam godzinę na WF), ale myślę, że już w miarę zaczynam ogarniać podstawy przedostania się z mieszkania na uczelnię i z powrotem.

Jako osoba niesamowicie nieśmiała i zamknięta w sobie, miałam i wciąż mam niemałe problemy z zawieraniem nowym znajomości. Teraz jest już trochę lepiej niż było na początku, znam i jestem w stanie porozmawiać z większością ludzi z mojego kierunku i mam nawet kilka osób, które lubię i wydaje mi się, że one lubią mnie, ale jest to taka bardzo powierzchowna znajomość. Rozmawiamy głównie o studiach i przede wszystkim, co jest dla mnie problemem przy poznawaniu wielu ludzi, większość z nich nie rozumie mojego poczucia humoru... Lubię sobie wmawiać, że jestem dosyć zabawna i jest to moja zaleta, ale jak mam zdobywać nowych znajomych, kiedy oni nie rozumieją moich żartów? Jest to dla mnie niesamowicie frustrujące, ale naprawdę się staram i myślę, że w końcu się uda.


Patrząc na to teraz, początek studiów nie był taki straszny, chociaż na pewno wydawał się taki przed i w trakcie i teraz znów boję się tego co nadejdzie. Jeśli miałabym powiedzieć coś do ludzi, którzy są na tym samym etapie co ja, albo dopiero wybierają się na studia, to zdecydowanie powiedziałabym, żebyście się nie bali (aż tak bardzo). Jakoś się ułoży, czasem trzeba się więcej pouczyć albo pokombinować, ale w końcu dacie radę i będzie lepiej, a kiedyś o tym pomyślicie i wyda wam się śmieszne. Jeśli jednak wiecie, że wasz wybór był błędem i nagle okazało się, że odnaleźliście inną pasję w życiu nie bójcie się zmienić zdania. Dajcie sobie trochę czasu na przemyślenie tego dokładnie, naprawdę warto jest dotrwać do końca semestru, a jeśli wtedy dalej będziecie twierdzić, że chcecie coś zmienić to nie ma na co czekać, ja życzę wam powodzenia.

Dodam jeszcze, że nigdy nie miałam tak przewrażliwionych na swoim punkcie nauczycieli jak teraz. Trzeba uważać, żeby nie nazwać ich złym tytułem, obrażają się jeśli na ich "niesamowicie ciekawych" nieobowiązkowych wykładach jest za mało osób, albo ktoś się spóźnia... Ale oczywiście nie wszyscy.

14 komentarzy:

  1. Jak dla mnie dietetyka to strasznie chora magia. Próbowałam się tym zainteresować, moja siostra chodzila na profil o podobnym kierunku. Dziwne dziwne.
    Kiedy czytam posty o studiach, czasami mam wrażenie, że w wiekszosci poczatkowych zajec nie maja one nic wspolnego z tym co jest z danym kierunkiem zwiazane. bo na co komu np całki w dietetyce (?)
    Lora, powodzenia w dalszym studiowaniu życzę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy interesuje się innymi rzeczami, może po prostu Tobie dany jest inny kierunek :D
      Wiadomo, że trzeba zacząć od podstaw i czasami jest to dobre, bo ułatwia to przejście z liceum na studiach, ale czasami może być trochę uciążliwe.
      Dziękuję bardzo ^^

      Usuń
  2. Zaczynając 1 semestr jak i rok to głównie tak zwane przesiewacze dlatego mało co zachęcają przedmiotami zawodowymi ( a tu szkoda bo spada zainteresowanie kierunkiem). Występują za to liczne przedmioty podstawowe, które w zależności od poprzednich szkół mogą się okazać dla nas łatwe lub całkiem nowe z tego powodu materiał muszą wyłożyć od podstaw. Każda uczelnia ma swoich prowadzących i swoje egzaminy raz są trudne raz upierdliwe raz łatwe a raz są formalnością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że niektóre przedmioty trzeba zacząć od podstaw, żeby później przejść do czegoś trudniejszego i owszem czasem może to zniechęcić, a czasem wręcz przeciwnie, może ułatwić przejście ze szkoły średniej na studia. U nas właśnie chemia była konieczna, matematyka może trochę mniej, ale wciąż nie była jakaś tragiczna. Wszystko da się przeżyć, a jak tak jak napisałam w poście, zapewne teraz wszystko wyolbrzymiam, a jak spojrzę na to za kilka lat to uświadomię sobie, że zdecydowanie przesadzałam. I taki właśnie było powód powstania tego posta :)

      Usuń
    2. wiadomo że studenci wszystko bagatelizują bo nie uczą się systematycznie (oczywiście niektórzy tak robia bez urazy dla nich)

      Usuń
    3. A to już kwestia studenta i przedmiotu, różni ludzie mają różne sposoby nauki. Niektóre rzeczy da się ogarnąć nawet w jedną noc przed egzaminem, a inne nie.

      Usuń
  3. W zeszłym roku skończyłam studia o kierunku Technologia Żywności i dietetyka i mogę powiedzieć, że studia są bardzo ciekawe, jeśli ktoś się tym interesuje. Oczywiście jak na każdym kierunku są przedmioty "zapchaj dziura", o zgrozo filozofia ==, ale to normalne dla pierwszego roku. Z kolei będąc inżynierem (w moim przypadku) matematyka jest konieczna. Przynajmniej u mnie było dużo nauki, ale tak jak wspomniałam dla kogoś kto interesuje się tematyką będzie przychodzić to w miarę łatwo. Najmilej wspominam laboratoria i te czasami 4 godzinne zajęcia po których masz satysfakcję, że zrobiłaś doświadczenie sama, ah za tym najbardziej tęsknię. Powiedzenia na studiach i sił na drugim semestrze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem na bardzo podobnym kierunku i zdaję sobie sprawę, ze niektóre przedmioty są konieczne i nawet jeśli ich nie lubię to muszę je jakoś przeżyć, bez względu na to czy kiedyś mu się przydadzą, czy nie. Laboratoria moim zdaniem są bardzo ciekawe, ale tak jak napisałam niestety często też bardzo stresujące :D

      Usuń
  4. *Dawno nie pisała, hej... ;_; PRZEPRASZAAAAAAM~ T^T *

    Co do studiów - tutaj nieszczególnie mogę się wypowiedzieć. Jestem dopiero w połowie drugiej klasy liceum na profilu społeczno-prawnym, niemniej od jakiegoś czasu planuję po maturze studiować filologię angielską ze specjalizacją (?) na tłumacze. Ewentualnie dobiorę sobie do niej jeszcze jedną filologię (tak, mam zachcianki na japońską lub koreańską), tak dla wyćwiczenia jeszcze jednego języka. Także ten... stuprocentowy human pozdrawia. ;A;

    Aczkolwiek ten post potraktuję jako małe "przygotowanie" na to, co może mnie czekać. xD Chociaż fakt, początki zawsze są najgorsze i to nie tylko na studiach. Pozostaje mi nic innego jak tylko życzyć szczęścia~. *^* A co do zachowania profesorów, jeżeli źle się ich nazwie - słyszałam już o tym od siostry i jej znajomych. W liceum w sumie jest tak samo, jeżeli kogoś nie nazwie się per "profesorem" (co z tego, że nie mają takiego dyplomu).

    *NIE MA SPINY, SĄ DRUGIE TERMINY... czy coś*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Filologie to świetny pomysł, zwłaszcza jakiegoś innego języka, koreański albo japoński to świetny pomysł :D Ja sama mam ostatnio ochotę zacząć się uczyć koreańskiego (wcale nie po to, żeby oglądać dramy bez napisów... :P).
      Dziękuję bardzo <3
      No tak, tutaj w sumie wszystko zależy od "profesora" i jego dystansu do siebie, ale zdarzają się przypadki tragiczne :P

      Usuń
    2. *"na tłumacza" miało być w moim komentarzu, taka drobna literówka... ;_; *

      W sumie to dramy, anime i k-pop w pewien sposób pomogły mi opanować te języki na tyle, bym rozumiała znaczenie większości słów! *^* Ostatnio nawet częściej oglądam teledyski z angielskimi/polskimi tłumaczeniami, by zrozumieć w pełni przekaz. :v

      Najśmieszniejsze jest jednak, kiedy do nauczycieli od wuefu mówi się per "panie/pani profesor". Znaczy się, ja niczego nie wykluczam, ale to raczej mało możliwe, by wuefista zyskał taki tytuł. xD

      Usuń
    3. *Nawet nie zauważyłam :P*

      Mi też trochę pomogły, plus podłapałam trochę koreańskich nawyków i teraz czasem mówię np. Aigoo XD

      No tak, to jest śmieszne XD U nas w liceum było dwóch nauczycieli, którzy mieli doktoraty, ale reszta i tak była nazywana profesorami...

      Usuń
  5. Na szczęście jeszcze trochę czasu mi do wyboru studiów zostało :D. Nie spodziewałam się, że dietetyka ma w sobie i matmę i chemię 0.o, a o dziwo sporo moich znajomych, którzy w żadnym stopniu nie są pionierami z tych przedmiotów są zainteresowani tym tematem. Gratuluję zaliczenie pierwszego semestru i życzę powodzenia w studenckim życiu ! :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chemia jest bardzo ważna na tym kierunku (niestety), a matematyka trochę mniej, ale moje studia są inżynierskie, więc musiałam mieć matematykę :)
      Dziękuję bardzo :D

      Usuń